Orbis Linguarum Vol. 9 (1998)
Legnica
Odczyty Włodzimierza Spasowicza o Hamlecie
Pamiętam,
jakie wrażenie uczyniło na mnie to studium właśnie w epoce, gdym przez parę lat
zastanawiał się i myślał nad Hamletem,
odrzuciwszy bezpłodne i zawiłe pomysły komentatorów niemieckich a zwłaszcza
Gervinusa, który istotnie bywa nieznośny ze
swą fałszywie głęboko filozoficzną
spekulacją. Miałem zaczęte wielkie
studium o Hamlecie – rzuciłem
je w kąt poznawszy pracę profesora Spasowicza, ponieważ w rozmyślaniach moich
z małymi wyjątkami, doszedłem do tych samych rezultatów. Nie chciałem robić
drugi raz, rzeczy już raz dobrze zrobionej, ale się przekonałem, że sposób
analizy Szekspira, opierający się wyłącznie
na jego tekście, nie dopuszczający fantazjowania wedle jakiejś z góry
powziętej myśli (jak to się dzieje u większej części komentatorów) jest dobry, skoro doprowadził mnie do tych samych
wyników
– pisze w roku 1897 Józef Kotarbiński, wspominając swoją fascynację pracą Włodzimierza Spasowicza Szekspirowska historia tragiczna o księciu duńskim Hamlecie.[1] Przez cały okres Młodej Polski w prasie i literaturze dokumentu osobistego pojawiać się będą wypowiedzi na temat Hamleta inspirowane w mniejszym lub większym stopniu tekstem Spasowicza.
Przed oddaniem omawianego studium
do druku krytyk zaprezentował swoje poglądy podczas dwóch odczytów publicznych w Warszawie 17 i 18 grudnia
1880 roku. Już w pierwszym kwartale następnego roku pełny tekst obu wykładów
opublikował Piotr Chmielowski w finansowanym przez Spasowicza „Ateneum”.[2]
Równocześnie o prawo ich drukowania zabiegała
Orzeszkowa. Wydane przez nią w 1881 roku Studia nie z natury zawierają pracę o Hamlecie.[3]
Zanim na polskim rynku wydawniczym pojawi się kolejna publikacja poświęcona
temu utworowi, Szekspirowska historia tragiczna
znajdzie się w druku po raz trzeci, w
zbiorowej edycji Pism Spasowicza.[4]
Powodzenie
tej pracy – w pewnym stopniu związane z
zabieganiem krytyka o pozyskanie audytorium[5]
– jest następstwem zupełnego braku opracowań na temat Hamleta. Do roku 1895 – tj. do czasu ukazania się książki
Władysława Matlakowskiego[6]
– studium Spasowicza jest jedyną wypowiedzią w kwestii tego utworu znaną
polskiej publiczności. Wydana w roku 1876 w Weimarze rozprawa Henryka Struvego Hamlet. Eine Charakterstudie nie była jak się zdaje powszechnie dostępna[7],
na co wskazuje fakt, iż autorzy studiów porównawczych z zakresu polskiej
hamletologii – Władysław łebiński i Józef Kotarbiński – nie czynią jej
przedmiotem swoich analiz.[8]
Nie lepiej przedstawia się znajomość opracowań zachodnich. Powszechnie czyta się opinię Goethego o Hamlecie pomieszczoną w Wilhelmie Meistrze oraz studia Rümelina i Gervinusa napisane w połowie stulecia[9] i poświęcony Szekspirowi rozdział Histoire de la litterature anglaise Taine’a. Recenzja z 1891 roku, w której sprawozdawca „Przeglądu Tygodniowego” zarzuca Henrykowi Beque’owi nieznajomość prac Ulriciego, Roetschera, Kreyssinga i Elzego należy do zjawisk wyjątkowych na gruncie polskim[10]. Pewną próbę przełamania tego braku opracowań na temat utworów Szekspira stanowią nieliczne studia porównawcze – szkic Józefa Tretiaka Horsztyński[11] (1881) oraz rozprawka Edwarda Schnobricha Hamlet, Faust i Gustaw[12] (1886).
Wobec niemal zupełnego braku opracowań poświęconych Hamletowi nie budzi zdziwienia naiwnie wyrażony szacunek, z jakim Waleria Marrené-Morzkowska pisze o Spasowiczu, omawiając jego Studia nie z natury:
Pozostaje
nam jeszcze mówić o czwartym studium Spasowicza, które zwraca się do innego
świata i świadczy o wszechstronnym wykształceniu, niezbędnym dla krytyka i
socjologa [...]. Studium o Hamlecie,
poprzedzone wyczerpującą analizą twórcy, należy do najznakomitszych prac,
jakie posiadamy w tym rodzaju; autor widocznie przeczytał i przetrawił wszystko, co o nim napisali
komentatorowie różnych narodów, a dopiero uzbrojony w ten sposób,
przystąpił do przedstawienia swoich poglądów.[13]
Autorka nie czytała wcześniejszych recenzji Henryka Sienkiewicza i Stanisława Krzemińskiego z odczytów Spasowicza. Sąd obu recenzentów był bardziej surowy i – co ważne – trafny. Sienkiewicz żartował z charakterystycznej dla Spasowicza maniery epatowania odbiorcy pozorami intelektualizmu:
Wszystkie
więc [studia] nad nim [Szekspirem] charakteryzują go albo błędnie, albo
jednostronnie, nigdy zaś całkowicie. W tym
prelegent miał słuszność do tego stopnia, że nawet po jego usiłowaniach,
by wypełnić braki krytyczne, by poprawić innych estetyków i scharakteryzować
Szekspira od siebie, publiczność wyszła z przekonaniem, że jednak Szekspir
zawsze przerasta komentatorów. [14]
Omawianie pierwszego wykładu – poświęconego prezentacji wypowiedzi krytycznych na temat twórczości stratfordczyka – wykracza poza ramy niniejszego szkicu.[15] Drugi odczyt poświęcił Spasowicz wyłącznie Hamletowi. Prelekcja, inspirowana w znacznym stopniu wykładem Taine’a tudzież opinią Goethego i studiami Gervinusa i Rümelina, ukierunkowana była na wykazanie postępującego w toku dramatu upadku moralnego i umysłowego królewicza, który – wskutek wrodzonych przywar – nie jest zdolny wypełnić „prostej” misji zleconej mu przez ducha zamordowanego ojca. Przyjmując „jako pewnik bezsporny [...] takie założenie: w zamiarze Szekspira było uwydatnić jak najjaskrawiej przeciwieństwo pomiędzy społeczeństwem zepsutym, zgniłym i trupim, a czułym i genialnym, ale do najwyższego stopnia niepraktycznym królewiczem”, krytyk zauważa „proces rozkładu odmalowany pełny, dotykalny, w całym ogromie stosunków, charakterów, usposobień i nałogów myślenia w otoczeniu Hamleta”.[16] Dania – którą Spasowicz postrzega z perspektywy Hamleta – „jest niby wielką szynkownią, cały dwór – zbiorowiskiem najrozmaitszych płazów, głupawych i mało rozgarniętych”.[17] Sienkiewicz w swojej dowcipnej recenzji znakomicie sparodiował jego sposób charakteryzowania Szekspirowskich bohaterów. Według Spasowicza niemal wszystkie postaci w dramacie są psychologicznymi monolitami. Ubóstwo intelektualne Poloniusza widoczne jest we wszystkich jego wypowiedziach. Szekspir, który na ogół powierza błaznom role mędrców, tu sytuację odwrócił, stawiając na stanowisku pierwszego dostojnika w państwie „kapitalne cielę”. Laertes – nieodrodny syn Poloniusza – jest zabijaką, w gniewie zapominającym o posłuszeństwie względem władcy. Ofelia, panienka przygotowywana jedynie do zaspakajania potrzeb możnych tego świata, stanowi uosobienie bezmyślnej zmysłowości. Obelgi, jakimi obrzuca ją Hamlet w scenie pierwszej trzeciego aktu, są więc całkowicie uzasadnione. Królowa jest żądną zmysłowych wrażeń „samicą”. Tylko Horacy przewyższa moralnie to towarzystwo, ale – jako postać, która nie działa – mógłby być bez szkody dla akcji usunięty z utworu. Jedyną osobowością godną uwagi – poza samym Hamletem – jest Klaudiusz, łotr pozbawiony wszelkich uczuć, skłonny nawet przechytrzyć Boga, ale dobry król umiejący zaskarbić sobie zaufanie społeczeństwa i utalentowany polityk:
W
straszliwej scenie trzeciej aktu III po teatrze, jednej z najpotężniejszych,
jakie Szekspir napisał, maluje się nie skrucha, ale nieuleczalne rozdwojenie w
sobie zbrodniarza (to double business
bound), który chociaż chce i potrzebuje modlić się, ale nie może, bo nie może żałować winy, bo nie może rozstać się
z owocami zbrodni, z posiadaniem korony, władzy, żony brata. Nie kając się, bo
mu chodzi mocno o posiadanie źle nabytego, grzesznik zdobywa się na
rozpaczliwy krok i usiłuje Boga podejść modlitwą („na cóż łaska, / Jeżeli
nie na to, by przebaczać winnym / – Zegnijcie się kolana i ty stalą okute serce zmięknij ...”), a czyni to wszystko,
chwytając się, jak tonący brzytwy, złudnej
nadziei, że wszystko ujdzie czy naprawi się (all may be well), robiąc
zabiegi w niebie, aby sobie zapewnić posiadanie owoców zbrodni na ziemi.[18]
Spasowicz próbuje odpowiedzieć na trzy podstawowe pytania, stawiane przez dziewiętnastowiecznych hamletologów: 1) dlaczego Hamlet nie spełnia misji zleconej mu przez Ducha?; 2) w czym tkwi „organiczna wada”, uniemożliwiająca księciu wykonanie zadania?; 3) czy wariacja bohatera jest rzeczywiście udawana?
Cały akt pierwszy – aż do sceny z Duchem, w której uwidaczniają się wszystkie istotne cechy osobowości królewicza – stanowi, zdaniem krytyka, znakomitą ekspozycję dramatu. „Bezdenna melancholia” bohatera, zaznaczona już w rozmowie z matką w scenie drugiej aktu pierwszego i w pierwszym monologu, kryje w sobie nie tylko „prosty rozstrój nerwów”, ale także:
nie
wytłumaczone i nie wyrozumowane przeczucie strasznej tajemnicy, która cuchnie
aż w niebiosa i zaraża powietrze Danii [...]. Toteż pierwszy okrzyk Hamleta na
objawioną przez Ducha tajemnicę jest: (l, 5) „o, moja wieszcza duszo! (o my prophetic soul)”.[19]
Spasowicz, zgodnie z większością krytyków swego czasu, uważa scenę piątą pierwszego aktu za najlepszą scenę tego rodzaju w literaturze światowej:
Dowiedzioną
jest rzeczą, którą biorę za pewnik, że u Szekspira, jak u każdego wielkiego
artysty, wprowadzony na scenę świat duchów nie jest tylko czczą alegorią, lub
udramatyzowaniem zachodzących w duszy bohatera wypadków, że nawet wiedźmy w
Makbecie nie są tylko upostaciowaniem żądz na dnie duszy jego uśpionych, ale
istotami iście demonicznymi, że poza duszą człowieka w świecie i przez świat
niewidome siły działają i wpływają na jednostkę, unosząc ją poza kres jej
dążeń i zamiarów.[20]
Nie
tylko rola widma jest ściśle tradycyjna, ale i zachowanie Hamleta utrzymane
jest w tymże tonie prostej wiary (I, 4: „Aniołowie Pana zastępów miejcie mnie w
swojej opiece!” – (III, 4), „osłońcie mnie opiekuńczymi skrzydły”). Iść za
Duchem decyduje się Hamlet tylko ze względu na to, że „To życie szpilki
złamanej nie warte, / A dusza moja jak on nieśmiertelna”. Nawet wpadając w swój nałogowy sceptycyzm,
Hamlet nie Ducha lecz tylko rozkaz jego
poddaje w wątpliwość z pobudek najbardziej zgodnych z wiarą i teologicznych:
„Błogosławionyś ty, czy potępiony! Tchniesz-li tchem niebios, czy wyziewem piekieł ... (I, 4)”. „Ten duch mógł być
szatanem i nadużywając mojej słabości i smętności, ciągnie mnie może w
przepaść (II)”.[21]
Kluczem do zrozumienia zachowania Hamleta jest znakomity monolog w scenie pierwszej trzeciego aktu, przekonujący, iż:
[...]
uosobione w księciu duńskim zwątpienie, przekroczyło cykl pojęć katolickich
i doszło do mety, do której sięgało w wieku kończącego się odrodzenia i
początków reformacji [...].
Cała
waga tego monologu leży nie w podjęciu tematu o samobójstwie, ani w takim
powiązaniu tego tematu z dogmatem o odrębnym od ciała istnieniu duszy, że
ostatni przemaga nad pierwszym, lecz w tym, iż książę duński w swoim
pesymistycznym usposobieniu pieścił się z myślą, że po śmierci ustaje
indywidualność i nastaje wielkie nic, w które jednak nie odważył się książę
zapuścić myśli jakby kotwicy i wrócił nazad, wyrzekając się wycieczki. W tym
zawróceniu się nazad zostaje zharmonizowany sceptycyzm Hamleta z jego
zasadniczą wiarą i znika, a zapomina się wytknięty przez Rümelina dysonans, bo
kto nigdy nie wahał się , kto nigdy nie wątpił?[22]
Pytania zestawione w monologu III, 1 zapewniają Hamletowi odrębne miejsce w literaturze światowej:
Ale
poprzedzające postawienie pytań w chwili zawahania się, już wystarczyło do wyznaczenia
Hamletowi odrębnego miejsca w literaturze tytanicznej, która od Eischylosowego
Prometeusza i Księgi Hioba idzie do Fausta,
Manfreda i Konrada. Z tego punktu
widzenia rozważany Hamlet jest
pierwszym z rodu i ma nadzwyczaj zrodzone prawe i nieprawe potomstwo.[23]
To porównanie duńskiego księcia z bohaterami literatury tytanicznej pozwala krytykowi niezwykle surowo ocenić jego zachowanie. Hamlet w ujęciu Spasowicza przypomina dekadenta-dandy z powieści końca XIX stulecia. Potomek znakomitego króla, człowiek wszechstronnie wykształcony, obdarzony świetnym intelektem i męstwem niezbędnym dla dokonania czynów bohaterskich, zobowiązany przez ducha zamordowanego ojca do zemsty i uznający tę zemstę za obowiązek, nie tylko nie wywiązuje się z powierzonego mu zadania, ale wynajduje tysiące powodów, które mają usprawiedliwiać jego bierność. Tym samym zgadza się na swoją podrzędną pozycję na dworze duńskim, toleruje obecność uzurpatora i królobójcy na tronie i milcząco przyjmuje hańbę własnej matki.
Hamlet
trzyma prym w dramaturgii współczesnej wcale
nie przez liryczne ustępy, ale przez głęboką prawdę psychologiczną charakteru,
którego grunt i podstawę stanowi; przy złotym sercu i świetnych,
błyskawicznych pomysłach, zupełna nieudolność sprostania praktycznemu zadaniu,
które nań mimo woli jego spada i uznane jest przezeń jako obowiązek święty i
bezwzględny.[24]
Zdaniem prelegenta dotychczasowa krytyka nie znalazła właściwej odpowiedzi na pytanie o przyczynę bezczynności Hamleta:
Rümelin
tłumaczy rzecz w ten sposób: nie spełnia –
odwleka – bo gdyby nie zwłócząc spełnił i stryja zabił, byłoby już po
dramacie [...]. Sąd Rümelina tak jest płytki, że prawie nie potrzebuje, aby go
zbijano.[25]
Podobnie nie aprobuje Spasowicz poglądu Werdera[26], który w berlińskich prelekcjach wygłaszanych w latach 1871-1872 dowodził, iż zemsta Hamleta miałby sens jedynie wówczas, gdyby książę przed społeczeństwem udowodnił winę Klaudiusza i zmusił go do publicznej pokuty. Bohater, według Werdera, nie jest osobowością dostatecznie silną i nie dysponuje zdolnościami politycznymi niezbędnymi do wykonania tego zadania. Spasowicz podkreśla, że Hamletowi nie zależy na przejęciu władzy:
Usuńmy
przypuszczenia, jakoby niepowodzenia Hamleta wynikły z jego krewkości,
popędliwości i niewytrzymałości w polityce. Nie tylko książę nie dba o koronę,
a samo życie waży na wagę złamanej szpilki, nie tylko wedle słów swoich (II,
2) mógłby być zamkniętym „w łupinie orzecha, a uważać się mimo to za króla
niezmierzonej przestrzeni, gdyby nie złe
sny”, ale są dwa miejsca w dramacie, w których stoi wyraźnie, że Hamlet
pojmował swoje zadanie jako najprostsze w świecie zamordowanie stryja przez
zemstę, a wcale nie przez zdetronizowanie go polityczne.[27]
Zasadniczą przeszkodą uniemożliwiającą Hamletowi wykonanie zadania są wymyślone przez niego wątpliwości natury moralnej:
W
końcu aktu II, kając się, „że ma chyba wnętrzności gołębia i brak zupełny
żółci, że gorszym jest od aktora, który w
niby-wzruszeniu może nagiąć swą duszę do swoich pojęć, że i twarz mu pobladła i łzy pociekły (i gwoli komu? gwoli
Hekubie?)”, wyrzuca sobie, jako najwyższe niedołęstwo, że „nie napasł
dotąd stada sępów ścierwem nędznika”. W akcie III (scena 3 modlitwy Klaudiusza) Hamlet powiada: „modli
się i teraz mógłbym to uczynić [tj. zabić], teraz uczynię”. W obu tych scenach nie
przychodzi do czynu nie ze względów polityki, ale przez wymyślone przez Hamleta
coraz to nowe wątpliwości i skrupuły sumienia; to jawi się przypuszczenie,
że może go duch zwodzi, może to być szatan? to robi się wniosek, że modlącego
się zabić – nie będzie posłać go do piekła.[28]
Przy uwidocznionym tu rygoryzmie zaskakuje ambiwalencja w ocenie poszczególnych bohaterów. Inaczej interpretuje krytyk reakcję Laertesa na śmierć ojca:
Ojca
mu zabito, siostra skończyła dni swe prawie samobójstwem, nie rozkaz ducha, ale
zbieg okoliczności każe mu zostać mścicielem. Szekspir z zamiarem uwydatnia tę
jednostajność położenia (V, 2, Hamlet: „W
obrazie Laertesa widzę / Wierne odbicie mojej własnej doli”) i rdzenne przeciwieństwo charakterów i czynów. Laertes
dowiódł hartu w sobie i stanowczości: „Możność zaś moją, powiada on (IV, 5),
k’temu tak urządzę, że z małą garścią
środków wiele wskóra”. Ale gdzież się śród tej próby podziały uczucia
wiernego lennika i sługi, gdy na czele
buntowników godzi on z gołym i podniesionym mieczem na swego suzerena, zasłaniając się tym, że
„kropla krwi zimnej byłaby we mnie świadectwem
bękarctwa, / Urągowiskiem przeciw memu ojcu”.[29]
Ta niekonsekwencja w dowodzeniu Spasowicza uwydatnia się jeszcze mocniej w zestawieniu wyżej cytowanej oceny Hamleta z przytoczonym na początku wykładu porównaniem obu książąt:
[Proces
rozkładu w państwie duńskim jest] tak daleko posunięty, że niełatwo spaczone
prostować, nawet nie oglądającemu się i mającemu lwie serce i wytrzymałą
energię człowiekowi. Może by temu zadaniu nie sprostał sam Fortynbras, gdyby
był Duńczykiem, gdyby stał w tak przykrych stosunkach familijnych, które by go
zmuszały być sędzią i oprawcą względem
własnej krwi. Bywają operacje przykre
i bolesne, z którymi daleko łatwiej sobie radzi obcy człowiek,
cudzoziemiec. Serca i umysły szlachetniejsze muszą użyć pewnego wysilenia nad
sobą, „gdy chcą nieść trud oddychania w zatrutej atmosferze tego świata” (V,
2).[30]
Właściwą paralelę dla Hamleta znajduje Spasowicz – zgodnie z sugestią krytyki francuskiej – w osobie Orestesa:
Na
taki sam rozkaz Apollina, starożytny Hamlet
tragedii greckiej – Orestes, nie tylko bez wahania się, ale zgoła bez
namysłu zabija nie tylko męża matki, ale i matkę.[31]
Krytyk podkreśla, iż Hamlet powinien zabić Króla podczas modlitwy. Nie dostrzega szpetoty takiego czynu. Nie widzi też różnicy między nakazem Apollina, a zleceniem Ducha, który „mógł być szatanem”.
Tysiącem
powtarzanych rysów Szekspir uwydatnił zasadnicze w Hamlecie sprzężenie
olśniewającej i pociągającej genialności, z zupełną jałowością praktyczną, z impotencją
w czynie, dostrzeżoną już przez Goethego.[32]
Zadaniem krytyki jest wskazanie przyczyn Hamletowej niezdolności do czynu.
Wszakże
i Goethe doszedł w swoim komentarzu tylko do połowy drogi i charakteru Hamleta
ostatecznie przed nami nie otworzył, nie wykazał wady organicznej, wskutek
której bohater nie umie podołać włożonemu nań ciężarowi?[33]
Prelegent znajduje tę wadę. Jest nią chorobliwa skłonność do zbytniego myślenia, prowadzenie jałowych roztrząsań filozoficznych i tendencja do szukania głębszych uzasadnień dla rzeczy oczywistych. Pesymizm Hamleta stanowi konsekwencję wstrętu do jakiejkolwiek systematycznej pracy. Postępująca w toku utworu dekadencja księcia jest wyraźnym świadectwem nasilających się zaburzeń umysłowych.
Z
tymi wyrzekaniami Hamleta przeciwko sobie [monologi III, 1 oraz IV, 4] trzeba
postępować krytycznie. Zapomnienia o przykazaniu ojca nie dopuszczał się
Hamlet, owszem, ta pamięć obok świadomości, o tym, że spełnić przykazania nie
może, stanowi największą mękę i utrapienie
królewicza, zmuszającą go wić się i tarzać w bezowocnej skrusze. Tchórzem
Hamleta niepodobna nazwać, bo przy stosownym pobudzeniu sercowym mógł on
dokazać cudów zręczności i siły i dać dowody ogromnej odwagi sercowej. Co się
tyczy myślenia, tego ostatniego są rozmaite rodzaje i nie każde myślenie jak
upiór wysysa krew z postanowień [...].[34]
„Hamletowe myślenie [które] jest myśleniem sui generis, właściwie nie myśleniem, lecz nie dotykającą nigdy ziemi poezją – marzycielstwem”[35] wskazuje na wyraźny niedowład woli, będący konsekwencją skrajnego nihilizmu moralnego. Ten nihilizm dostrzega krytyk w stwierdzeniu: „W rzeczy samej nic nie jest dobre ani złe samo przez się, tylko myśl nasza czyni to i owo takim”.
Z
tym nihilizmem etycznym idzie w parze najniezaradniejszy sceptycyzm filozoficzny.
Hamlet wiecznie kołysze się, niby na wahadle, na dylemacie: być albo nie być,
albo jest co poza widomym światem, albo nie ma? [...] przed samą śmiercią wpada
w leniwy fatalizm i zadziwia zaufaniem w przeznaczenie: „Drwię z wróżb – lichy
nawet wróbel nie padnie bez szczególnego
dopuszczenia Opatrzności”. Szekspir sam nigdy nie hołdował fatalizmowi. [...]
Dla Hamleta służy ten fatalizm za filar, na którym się opiera jego praktyczne
niedołęstwo.[36]
Sam Hamlet postrzega stopniową degradację moralną i umysłową jednostki jako skutek przerastania (overgrowth) pewnej wrodzonej wady czy nałogu. Bohater jest „istotą kontemplacyjną i książkową”, przekonaną, że „im mniej kto rękę do czego przykłada, tym delikatniejsze jej czucie”.[37]
Hamlet
jest zdolny do czynów świetnych, wymagających podniesienia ducha, nadzwyczajnej
zręczności, albo odwagi, lecz tylko pod
warunkiem pewnego, bezpośrednio
poprzedzającego podrażnienia nerwowego [...]. Raz w uniesieniu zaszła zmiana
już uczucie ostygło, rodzą się myśli świetne tęczowe, to nacechowane rzewną
tęsknotą, to ironią. Już sprząc je i nad nimi zapanować nie potrafi królewicz,
już nie on ich panem, ale one nad nim panują.[38]
Po latach konstatację o tej zasadniczej przypadłości Hamleta odnotuje jeszcze raz Władysław łebiński:
Dziwne
nam się tylko wydaje, że myśliciel tak głęboki, jak prof. Spasowicz ubolewa nad
„zbytkiem myślenia” w Hamlecie.[39]
Kończąc swoje rozważania Spasowicz powraca do kwestii obłędu Hamleta. Uważa, że w trakcie spotkania z Duchem bohater doświadcza ogromnego wstrząsu psychicznego i jest tego doskonale świadom. Udawanie wariata jest maską, która ma nie tylko umożliwić mu prowokowanie Króla i jego zauszników, ale także – pozwolić na ukrycie autentycznego emocjonalnego niezrównoważenia:
Objawienie
się Ducha wstrzęsło cały organizm, zmieniło stan prostracji na stan
nadzwyczajnej ekscytacji równie chorobliwej [...]. Wrażliwość dochodzi do
ostrości nadzwyczajnej, czułość ze zbolenia przeradza się w śmiech
spazmatyczny, histeryczny. Kłapiąc zębami i trzęsąc się jak w febrze, Hamlet
wpada w ten ton rozmowy niby w malignie, pełnej skoków, słów urywanych,
napomknień i dziwactw, z którego już nie zejdzie aż do śmierci. Z towarzyszami warty na tarasie Hamlet nic nie udawał, biorąc od nich przysięgę, że nie powiedzą,
dlaczego zrobił się dzikim, dziwacznym; odbiera przysięgę dlatego, że
czuje, iż odmienił się stanowczo. Dziwactwo i wariacja stykają się ze sobą. By
nie odchodzono przyczyny odmiany, która
rzeczywiście zaszła, książę umyślnie sadzi się na niby wariackie dziwactwa, z początku dla zamaskowania
tajemnicy, a potem już przez czysty artyzm.[40]
Hamlet jest artystą i to pozwala mu robić ... psychologiczne eksperymenty na otoczeniu. Szczególnie okrutne jest jego zachowanie wobec córki Poloniusza. Hamlet wszczepia obłęd Ofelii.[41] Wysłanie na śmierć Rozenkranca i Gildernsterna pozwala dojrzeć w księciu jest człowieka pozbawionego wszelkich zasad moralnych, niemal równie okrutnego jak jego stryj. Dobrze zatem się stało, że Hamlet – egoista i marzyciel – nie objął tronu Danii, byłby bowiem najgorszym królem.[42] Zdaniem Spasowicza:
Wielkość Szekspirowskiego utworu polega na tym głównie: naprzód, że podał on skończony typ, takiego marzyciela,
takiego lunatyka typ, który odtąd będzie się powtarzał nieprzerwanie w
literaturze przez ciąg wieków, po wszystkich krajach i lądach; po wtóre, że podał go nie jednostronnie,
w przebóstwieniu, jakby to był uczynił tuzinkowy jaki pisarz, który by nie
omieszkał przedstawić, jak nieszczęśliwa eteryczna poezja niesprawiedliwie kona
zduszona w żelaznych objęciach rzeczywistości, ani równie jednostronnie w
karykaturze, jako temat pełen wysokiego komizmu, który się zawsze wywiązywać
musi, gdzie z nierozsądnych zamiarów poetycznych wynikają skutki niedorzeczne,
ale w dramacie rozdzierającym serce, w którym widzimy, jak się to szlachetne
serce truje, jak się ten charakter kazi,
jak nisko spada ten umysł, tłukąc się o rzeczywistość, i jak jest w końcu
lepiej, że on się rozbił w starciu z rzeczywistością, aniżeli, gdyby ta
rzeczywistość oddana została na pastwę jego urojeniom poetycznym, jego
chwilowym szałom i kaprysom.[43]
Moralizatorski, apodyktyczny w tonie, wykład o Hamlecie zorientowany był na epatowanie publiczności pozorami intelektualizmu i rzekomo świetną znajomością utworu. Spasowicz istotnie do perfekcji opanował sztukę operowania cytatem. Na ogół wplata we własne zdania fragmenty tekstu tłumaczone przez Paszkowskiego. Niekiedy posługuje się własnym przekładem danego fragmentu, jako lepiej oddającym myśl oryginału. Nie zmienia to faktu, że dramat Szekspira traktuje dość swobodnie, łącząc ze sobą nieraz bardzo odległe cytaty i zestawiając je w sposób odpowiadający moralnej tendencji wykładu. Toteż jego odczyt obok uwag istotnie celnych zawiera mnóstwo nieścisłości i rażących błędów rzeczowych:
Tymczasem
królewicz tak odważny, że w rodzaju sądowo-wojennego pojedynku położył trupem
króla norweskiego, starszego Fortynbrasa, że zmieniłby w upiora każdego, kto mu
bronił iść rozmawiać z duchami, ze mu się nerwy
prężą jak u lwa nemejskiego (I, 4) [...] uznaje siebie za istotę niższego
gatunku, nawet od ludzi –niewolników żądz.[44]
Gdy
bohaterski król Hamlet ojciec umarł nagłą a tajemniczą śmiercią, korona w tym
fantastycznym państwie, wedle fantastycznego, przez Szekspira prawodawcę
ustanowionego prawa sukcesji, które, nie dyskutując, przyjmujemy za
obowiązujące, spadła na żonę jego Gertrudę, posiadającą już trzydziestoletniego
i ulubionego przez lud syna, Hamleta. [...] Klaudiusz najprawniej dostąpił
korony: nie widać, aby Hamlet syn miał jakiekolwiek
do niej prawo. [...] Pod koniec dramatu (V, 2) Hamlet powiada tylko: on wcisnął się pomiędzy elekcją i nadziejami
mymi.[45]
Matlakowski pisze, iż według historyków, tron w Danii XII wieku był obieralny.[46] Bardziej zastanawia to, że Spasowicz – prawnik – zgadzający się z opinią Gervinusa, że Hamlet to nie Duńczyk z XII wieku, ale człowiek z epoki Szekspira, przeoczył fakt, iż elekcyjość tronu była zjawiskiem powszechnym w renesansowej Europie.
Fragment przytoczony niżej zawiera jedno z nielicznych interesujących spostrzeżeń Spasowicza:
Ta
przesada [Laertesa] głównie razi Hamleta, który ceną rozpaczy nabył szczególniejszej
ostrości jasnowidzenia przy odróżnianiu prawdy uczucia od fałszu, toteż Hamlet
zrywa po swojemu maskę z twarzy Laertesa: Przyszedłeś
tutaj jęczeć, w grób jej skakać dla urągania mi? Daj się z nią razem żywcem
pogrzebać – i ja to uczynię, A jeśli prawisz o górach, niech na nas runą
miliony włók ziemi, A z sapu powstały kopiec, stercząc w głąb eteru Ossę w
brodawkę zmieni (V, 1). [...] Z zamiarem zestawione zostały dwa nieprawdziwe
wyrazy boleści: przesada na serio i przesada ironiczna.[47]
Janina Kulczycka-Saloni w swojej monografii o Spasowiczu pisze:
Odczyty
o Hamlecie [...] nie wywołały już tak
namiętnej reakcji prasy. Zajęli się nimi sprawozdawcy prasowi, piszący o nich z
dziennikarskiego obowiązku, oraz znawcy. Pierwsi wypowiedzieli kilka uwag
krytycznych o jego wymowie, która „nie jest wytworna” oraz kilka komplementów o erudycji. Znawcy sformułowali
rozmaite, istotne zarzuty: Krzemiński uznał za płytką wstępną definicję poezji,
analizę utworu – za nie wystarczającą, ponieważ „człowiek rozsądny, gdy się
zabiera do piękna, nie może nam dać tego, co da człowiek pokrewny poecie”.[48]
Z tą opinią wypada się zgodzić; dodać tylko należy, że również wypowiedzi znawców noszą znamiona pośpiesznej dziennikarskiej roboty. Bystrość, z jaką Krzemiński i Sienkiewicz sformułowali swoje zarzuty, pozwala sądzić, iż obaj byli zdolni rzetelnie ocenić wypowiedź Spasowicza, gdyby tylko dysponowali zapisem wykładu. Zapewne też omówiliby wspomniane błędy merytoryczne.
Krzemiński wyraźnie zaznacza wtórność wypowiedzi Spasowicza wobec wcześniejszych prac na temat Hamleta:
Charakterystyka
ta nie odznaczała się jednak ani
głębokością, ani polotem myśli. [...] Rozbiór charakteru Hamleta nie dość był
filozoficzny, dość samodzielny, ale był sumienny, logiczny, dobrze prowadzony. P.
Spasowicz skorzystał, jak należało, z
treści monologów, aby przez nie dostać
się do wnętrza duszy Hamleta. [...] Za
najlepsze z całego trzygodzinnego
wykładu uważamy określenie otoczenia Hamletowskiego, społecznego
stanu, a zwłaszcza życia dworskiego w idealnym państwie duńskim Shakespeare’a;
nie zgadzamy się tylko na dość pospolite nazywanie Ofelii istotą zmysłową.[49]
Sienkiewicz wskazuje istotne błędy Spasowicza w ocenie wszystkich bohaterów. Szczególnie razi go wulgarność, z jaką krytyk powiela pogląd Goethego na temat Ofelii. Chcąc wykazać, iż „cała jej istota pływa w dojrzałej, słodkiej zmysłowości”[50] Spasowicz pisze:
Brakowało
jej tylko okazji, a mogło się stać to, co opiewa jej piosenka: „I weszła
dziewczyna do chaty, / Lecz z chaty nie wyszła dziewczyną”.[51]
Sienkiewicz zdecydowanie broni bohaterki:
Według
nas zatem, Ofelia jest powszechnym typem panny z owej epoki [...]. Gdzie tylko
u Szekspira kobieta występuje jako kochanka, tam jest uosobieniem czystej
zmysłowości [...]. Ofelia nie jest żadnym wyjątkiem w tym względzie. Zmysłowość
jej nie była potrzebna Szekspirowi jako środek dramatyczny. Jest Ofelia taka
jak inne kobiety, wyższa tylko od nich swoją słodyczą.[52]
Zaznaczywszy, iż sąd na temat głównego bohatera Spasowicz przejął od Rümelina, Sienkiewicz przedstawia własną ocenę zachowania księcia i wykazuje, na czym zasadza się ponadczasowość kreacji Hamleta:
W
tej ustawicznej refleksji, w tym sceptycyzmie, z którego Hamlet nie może się
otrząsnąć; leży niezmierne jego znaczenie, jest on bowiem prototypem większości
rozwiniętych ludzi wszystkich czasów. Zbytnie wnikanie w głąb rzeczy,
poddawanie każdej sprawy nieskończonej analitycznej dysekcji, to powszechna
choroba, która myślicielom odejmuje zdolność do czynów. Gdy zaś w końcu
umysłowi przyjdzie zwątpić całkowicie o
możności dojścia do prawdy, rodzi się stąd rozpacz i nieustająca rozterka wewnętrzna, której świat praktyczny nie
chce i nie może zrozumieć, zadowala się więc nadaniem jej miana
dziwactwa lub niedołęstwa [...]. Im tedy
bardziej sceptycyzm i pesymizm
życiowy będzie się stawał powszechnym, im bardziej refleksja będzie
brała górę nad krewkością, tym zrozumialszy będzie Hamlet, tym więcej psychologicznych
nici zeznania połączy tę zamyśloną postać z
nowożytnymi ludźmi. Stanie się on zwierciadłem, w którym każda pełna niepokoju dusza zobaczy siebie
i swoje bóle.[53]
Drugą fazę dyskusji nad omawianym studium zainicjował Władysław Matlakowski, który we wstępie do swojego przekładu Hamleta (1895) nie tylko zaprezentował własną interpretację, całkowicie odmienną od ujęć znanych wcześniej na gruncie polskim, ale także omówił najważniejsze prace z zakresu hamletologii.
Po przytoczeniu obszernych fragmentów pracy Spasowicza Matlakowski pisze:
W
ogóle Hamlet w studium powyższym wychodzi w gorszym świetle, niż u któregokolwiek
z poprzedzających krytyków; wszystko co Schlegel, Gervinus, Rohrbach i inni
wydobyli najgorszego, tu się znalazło połączone, a wyrok tym gorszy, że wydał
go nie literat, lecz prawnik zawodowy, który
życie swoje spędził na badaniu sumień ludzkich i rozglądaniu dusz
przestępców. [...] Co do sądu prof. Spasowicza dowodzi on, że autor nie odczuł
duszy bohatera, nie wmyślił się w szczególną jego sytuację i jego przymioty, a
w potępieniu nawet nie znalazł okoliczności łagodzących.[54]
Szczególnie niesprawiedliwa wydaje się Matlakowskiemu opinia poprzednika na temat stosunku Hamleta do Ofelii:
[Według
Spasowicza] Postępowanie księcia, pełne cynizmu, złośliwej ironii, jest
wynikiem bezlitosnej satyrycznej werwy; nigdy on jej właściwie nie kochał,
bawił się tylko jako artysta. Po scenie z Duchem już mu nie w głowie żadna
kochanka, ale nadaje się paradny koncept; udać, że oszalał z miłości. „Jest na
podorędziu pretekst tłumaczący okrutne zachowanie:
zmawiała się na wybadanie mnie z nieprzyjaciółmi mymi. Nagła śmierć ojca z ręki kochanka zadaje cios
ostateczny Ofelii – wpadła w obłąkanie wszczepione jej przez
Hamleta, który na jej grobie prawie jego własnymi rękami wykopanym, jedynie przez sam artyzm, po prostu by przesadzić
Laertesa w jego żalu, tuza się z nim w najmniej dostojny sposób w samym dole grobowym i wygłasza kłamliwe słowa,
które wnet odwołuje, drwiąc z nich”.
Czarny, jak sadza wychodzi z tego przedstawienia
Hamlet; nie wiadomo, kto gorszy według tego łotr, on, czy Jago. [...] Hamlet
rozstał się z Ofelią, w rozmowie i obcowaniu nie szczędził jej słów bardzo
przykrych i twardego obejścia, wreszcie zabił jej ojca; wszystko to złożyło się
wraz z jej wrodzonym składem duchowym
na obłąkanie; i to jest w oskarżeniu prawdą lecz jakże niesprawiedliwie
przedstawiono pobudki takiego postępowania ze strony księcia.[55]
Błędy intrepretacyjne, rzetelnie uwydatnione przez Sienkiewicza i Matlakowskiego, nie przeszkadzają Józefowi Kotarbińskiemu zachwycać się logiką argumentacji Spasowicza:
Stanowczo nie mogę się z autorem [tj. z
Matlakowskim] zgodzić na ocenę świetnej pracy Spasowicza, pomieszczonej w Studiach nie z natury, którą uważam za jedno z arcydzieł krytyki
literackiej [...] Spasowicz w krytyce Hamleta rozwija właściwy sobie dar analizy
ścisłej, logicznej, nieubłaganej. Nie idąc śladem komentatorów, którzy silą się
na podstawianie poecie intencji, o jakich
mu się zapewne nie śniło, Spasowicz krytykę swoją oparł na metodzie jedynie racjonalnej, która może sprowadzić jakiś ład i
jasność wśród chaosu najsprzeczniejszych sądów, poglądy jego dadzą się we wszystkich prawie wypadkach sprawdzić
i poprzeć tekstem tragedii, oparte na bezpośrednim wczuciu się i w
myśleniu w dzieło poety.[56]
Żarliwość, z jaką Kotarbiński broni przekonania o naukowej wartości pracy Spasowicza zastanawia zwłaszcza w zestawieniu z dokonaną przez niego wnikliwą, obiektywną oceną książki Matlakowskiego. Autor szkicu przedstawia własne spostrzeżenia na temat Hamleta, które – jakkolwiek jego zdaniem inspirowane są Szekspirowską historią tragiczną – zdecydowanie przewyższają rozważania Spasowicza trafnością i subtelnością.
Żaden z krytyków, których poglądy streszcza Matlakowski,
nie określił tak dosadnie i jasno mistrzostwa psychologicznego Szekspira, nie
wytłumaczył, dlaczego ta postać [Hamlet] pełna bólu i smętku jest tak ciekawa i
pociągająca [...]. Profesor Spasowicz ze stanowiska etyczno-społecznego sądzi
może chwilami Hamleta zbyt ostro, i dlatego też znakomita jego praca nie
podobała się dr Matlakowskiemu, który tak się przywiązał do ulubionej postaci,
że wyraźnie powiada w jednym miejscu, iż niekorzystne sądy o niej ból mu
sprawiają.[57]
Władysław łebiński stawia pracę Matlakowskiego w rzędzie najwybitniejszych dzieł z zakresu hamletologii światowej. Wysoko ocenia studium Spasowicza, twierdzi jednak, że ogromny wpływ tej pracy na kształtowanie polskiej świadomości hamletologicznej był konsekwencją zupełnego braku opracowań twórczości Szekspira:
Oświadczenie takiego artysty, jak p. J.
Kotarbiński, że pisze się prawie „zupełnie na krytykę” Spasowicza, stwierdza tylko to, cośmy o wpływie tej
krytyki powiedzieli powyżej, jakkolwiek
krytyka ta zawiera tylko rozsnucie poglądów i zarzutów dawniejszego
autoramentu, a spuściznę tę uposażyła tylko w formy świetnego stylu, jaskrawej,
ponętnej ciętości.[58]
Co zaś się tyczy pracy Spasowicza w ogóle, z
naszego stanowiska możemy przyznać, że wywód jej jest logicznie i bystro
przeprowadzony, ale w tym wywodzie fałszywa jest premisa, jakoby zamiarem było
Szekspira przedstawić w Hamlecie genialnego, ale skończonego niedołęgę.[59]
Zdaniem łebińskiego krytyka Spasowicza wywarła wpływ na literaturę polską końca XIX wieku:
Z tym wszystkim fakt pozostanie faktem, że hamletowska krytyka Spasowicza długo
jeszcze królować będzie w naszej opinii
literackiej, ale ogromna i rzeczywista zasługa jej leży [...] poza
rezultatami tej krytyki. Wywarła ona prawdopodobnie na literaturę naszą wielki
wpływ w kierunku twórczym, pobudzającym twórczość.
Musiałbym się
bowiem bardzo mylić, twierdząc, że Płoszowski Sienkiewicza nie ma być mutatis mutandis polskim Hamletem, wprawdzie nie takim, jakim jest u
Szekspira, ale takim, jak go przedstawiła
krytyka ogólna, a za nią poszczególna krytyka Spasowicza.[60]
Społeczna ranga pracy Spasowicza wzrasta po ukazaniu się znakomitej monografii Matlakowskiego. O znaczeniu tego studium decyduje – paradoksalnie – to, że:
Pan Włodzimierz Spasowicz niewiele nam wprawdzie
powiedział o Hamlecie rzeczy nowych,
ale też nie pominął żadnej ze starych a
ważnych; bohatera i utwór scharakteryzował zgodnie z rzeczywistością.[61]
Studium Spasowicza jest jedyną przeciwwagą dla nowatorskiej koncepcji Matlakowskiego. Interpretacja Matlakowskiego, będąca efektem nie tylko świetnej znajomości przedmiotu, ale także przejawem wybitnego indywidualizmu krytycznego, stanowi w roku 1895 propozycję zbyt odważną, za mocno uderzającą w konserwatyzm odbiorcy, przyzwyczajonego do postrzegania Hamleta jako jednostki biernej i życiowo nieudolnej.
Przez cały okres Młodej Polski na łamach prasy trwa dyskusja, której uczestnicy – nie dysponujący wiedzą łebińskiego ani Kotarbińskiego – postrzegają Szekspirowskiego bohatera bądź jako dekadenta, bądź jako człowieka czynu.
Dystans wobec tej dyskusji zachowują literaturoznawcy. Oni też – nie ukrywając uznania dla dzieła Matlakowskiego – wypowiadają się na temat pracy Spasowicza z dużą powściągliwością. Jan Zahorski w szkicu Szekspir w Polsce, pomieszczonym w lX tomie Dzieł Szekspira pod redakcją Biegeleisena notuje:
Postać melancholijnego
księcia tyle poruszyła serc i umysłów, tak wiele już o niej napisano, że trudno
powiedzieć coś, czego by „jeszcze nie było”. Tym niemniej w rozbiorze
W. Spasowicza znajdujemy sporo trafnych i
oryginalnych uwag, pojęcie psychologiczne subtelne lubo nie zawsze do
rdzenia sięgające, i co na niemałą uwagę zasługuje, uwzględnienie tła społecznego,
którego tak trudno dopatrzeć się w
pracach poprzednich.[62]
Jeszcze bardziej oschła jest ocena Stanisława Tarnowskiego:
Spasowicza Hamlet,
czy się kto z autorem we wszystkim zgadza czy nie, ma prawo liczyć się do znakomitych
rzeczy, jakie w tym przedmiocie były napisane.[63]
Piotr Chmielowski stwierdza jedynie:
Toteż w rozprawach najbardziej estetycznych, jak Szekspirowska historia tragiczna o księciu
duńskim Hamlecie, Byron i niektórzy
jego poprzednicy, nie samo lubowanie się w pięknie sztuki zajmuje krytyka, ale daleko więcej staranne uprzątanie
tego, co zużyte i przeżyte.[64]
[1] J. Kotarbiński, Nowe studia nad „Hamletem”, „Ateneum” 1897, t. 1.
[2] W. Spasowicz, Szekspirowska historia tragiczna o księciu duńskim Hamlecie, „Ateneum” 1881, t.1.
[3] W. Spasowicz, Studia nie z natury, Wilno 1881; ślady transakcji dotyczącej artykułów wchodzących w skład tej edycji między Orzeszkową a Chmielowskim i Spasowiczem – E. Orzeszkowa, Listy zebrane, pod red. E. Janikowskiego, t. 8, W-w 1976, s. 73, 556, 578.
[4] W. Spasowicz, Pisma, t. 2., Petersburg 1892, s.1-68.
[5] Janina Kulczycka-Saloni pisze, iż Spasowicz doskonale świadom faktu, że odczyty publiczne w sposób istotny kształtowały życie literackie w Polsce doby pozytywizmu – przyczyniając się w decydującym stopniu do recepcji poglądów krytyków – przywiązywał ogromną wagę do swoich wystąpień na terenie Królestwa Polskiego i Galicji. Tekst wykładu przed prelekcją musiał uzyskać aprobatę cenzury; J. Kulczycka-Saloni, Włodzimierz Spasowicz jako historyk i krytyk literatury [w:] Włodzimierz Spasowicz, Pisma krytycznoliterackie, wybór, wstęp i oprac. J. Kulczycka-Saloni, W-wa 1981, s. 38.
[6] W.Shakespeare, Hamlet Prince of Danemark, edited, and translated, with introduction, notes and supplements by Wladyslaw Matlakowski, Cracow 1894. – W. Szekspir, Hamlet, królewic duński, wydał, przełożył, wstępem, wyjaśnieniami i przypisami opatrzył Władysław Matlakowski, K-ów 1894.
[7] Edmund Krzymuski w jedynej polskiej recenzji tej pracy pisze, iż rozprawa Struvego stanowi ciekawą propozycję interpretacyjną, wątpi jednak, by mogła ona zainteresować polskiego czytelnika, już chociażby z tego względu, iż napisana została po niemiecku; Edm. Krz. „Przegląd Krytyczny” 1877, nr 7. Piotr Chmielowski, wyliczając prace poświęcone utworom Szekspira nie podaje tytułu pracy Struvego. Zaznacza jedynie: „Henryk Struve roztrząsa Hamleta (1878 w „Tygodniku llustr.” i po niemiecku)”; P. Chmielowski, Dzieje krytyki literackiej w Polsce, W-wa 1902, s. 572. Nie wspominają o tej pracy Stanisław Tarnowski (1907, Historia literatury polskiej) i Włodzimierz Spasowicz. Nie zna jej również Jan Zahorski, który w swoim znakomitym szkicu Szekspir w Polsce pomieszczonym w IX tomie Dzieł Williama Shakespeare’a pod red. Henryka Biegeleisena przedstawia poglądy Struvego na podstawie jego artykułu o Hamlecie („Kłosy” 1877). Sam Struve prezentował polskiej publiczności główne tezy swojej rozprawy dwukrotnie – w „Kłosach” i w „Tygodniku Ilustrowanym” (1877), przy okazji omawiania występów Rossiego i Królikowskiego w roli Hamleta.
[8] W. łebiński, Tragedia przeczuć. Nowe przyczynki do hamletologii. Jako odczyt publiczny w Wydziale Literacko-Historycznym Towarzystwa Przyjaciół Nauk Poznańskiego, Poznań 1895 oraz J. Kotarbiński, jw.
[9] Na tych opracowaniach oparł swoje studium o Hamlecie Henryk Biegeleisen; H. Biegeleisen, William Szekspir, próba charakterystyki [w:] Dzieła Szekspira pod red. H. Biegeleisena; t.10; fragmenty pracy Gervinusa były drukowane w polskim przekładzie Wandy Grabowskiej; Gervinus, Shakespeare, W-wa 1871.
[10] St., Czy Hamlet był wariatem?, „Tyg. Ilustr.” 1891, II półr., str. 247, 250.
[11] J. Tretiak, Horsztyński, „Gazeta Lwowska” 1881, nr 225-228 i [przedruk pt:] Hamlet polski „Tyg. Ilustr.” 1883, nr 11.
[12] E. Schnobrich Hamlet, Faust i Gustaw, „Dodatek Miesięczny do Przeglądu Tygodniowego” 1886, s. 141-162, 269-294..
[13] M* [W. Marrené-Morzkowska], Studia nie z natury Włodzimierza Spasowicza i ich znaczenie, „Przegl. Tyg.” 1882, nr 45-47.
[14] H. Sienkiewicz, Odczyty Spasowicza [w:] H. Sienkiewicz, Pisma, t. XLVIII, s. 55, W-wa 1902; [pierwodruk pt.:] Odczyt Spasowicza, „Gaz. Pol.” 1880, nr 222, 282, 289.
[15] Dokładnie prezentuje ten szkic Janina Kulczycka-Saloni; J. Kulczycka-Saloni, Włodzimierz Spasowicz jako historyk i krytyk literatury, jw., s. 55-57.
[16] W. Spasowicz, Pisma, jw., s. 34.
[17] Tamże, s. 35.
[18] W. Spasowicz, op. cit., s. 42-43; podkr. moje – A. R.; Sienkiewicz zauważa: „Prelegent utrzymuje, że nawet religijność Klaudiusza, nawet bojaźń życia zagrobowego, pobudza go tylko do oszukiwania Pana Boga.”; H. Sienkiewicz, op. cit., s. 57.
[19] W. Spasowicz, op. cit., s. 47.
[20] Tamże, s. 47-48.
[21] Tamże, s. 49.
[22] Tamże, s. 50-51.
[23] Tamże, s. 51.
[24] Tamże, s. 53.
[25] Tamże, s. 52, 53; pogląd Rümelina, w odniesieniu do całej elżbietańskiej tragedii zemsty powtarza Roman Dyboski; R. Dyboski [wstęp do Hamleta w:] W. Shakespeare, Dzieła dramatyczne, życiorys autora i przedmowy do poszczególnych tomów opracował R. Dyboski, studium Shakespeare w Polsce napisał L. Bernacki, wyboru przekładów dokonał S. Krzemiński, t. 1-12, W-wa [1911-1913], t. 10.
[26] W druku przez cały czas omyłkowo: Werner.
[27] Tamże, s. 52-53.
[28] Tamże, s. 53; podkr. moje – A. R..
[29] Tamże, s. 37-38.
[30] Tamże, s. 34; dopisek mój – A. R.
[31] Tamże, s. 56.
[32] Tamże, s. 54.
[33] Tamże, s. 55.
[34] Tamże, s. 56.
[35] Tamże, s. 57.
[36] Tamże, s.57.
[37] Tamże, s. 58.
[38] Tamże, s. 59.
[39] łebiński, op. cit., s. 55.
[40] W. Spasowicz, jw., s. 60; Matlakowski pisze, iż stany prostracji następują po stanach ekscytacji; W. Matlakowski, jw., s. CV.
[41] Zdaniem Matlakowskiego ten błąd, podobnie jak poprzedni, jest konsekwencją nikłej orientacji Spasowicza w sprawach psychiatrii. „Tymczasem sprostować tylko należy twierdzenie o wszczepieniu Ofelii obłędu: można komuś wszczepić złe obyczaje i nałogi, lecz zarazić chorobą umysłową niepodobna, więź duchowa człowieka bywa wrodzona, zarody choroby umysłowej przynosi się najczęściej ze sobą na świat: wybuch jej mogą spowodować późniejsze wpływy w życiu, nieszczęścia, choroby przypadkowe (przymiot) i stany fizjologiczne (brzemienność) itd., trudno atoli, jeśli wyraz wszczepić nie ma być prostym frazesem, mówić o istotnym zaszczepieniu.”; W. Matlakowski, s.CCCLIV.
[42] W. Spasowicz, op. cit., s. 67.
[43] Tamże, s. 59-60.
[44] Tamże, s. 54.
[45] Tamże, s. 40-41.
[46] W. Matlakowski, j. w., s. XLIV.
[47] Tamże, s. 38.
[48] J. Kulczycka-Saloni, Włodzimierz Spasowicz. Zarys monograficzny, W-w 1975.
[49] S. K., Sprawozdanie z odczytów publicznych pp. Bogusławskiego i Spasowicza, „Bluszcz” 1881, nr 1, s. 6.
[50] J. W. Goethe, Wilhelm Meister, przeł. P. Chmielowski, W-wa 1893, s. 187.
[51] W. Spasowicz, op. cit. , s. 40.
[52] H. Sienkiewicz, op. cit., s. 59-60.
[53] H. Sienkiewicz, Pisma, jw., s. 65-66.
[54] W. Matlakowski, jw. , s. CVII-CVIII.
[55] Tamże, s. CCCLIII-CCCLIV; dopisek mój – A. R.
[56] J. Kotarbiński, s. 67; dopisek mój – A.R.
[57] Tamże, s. 68.
[58] W. łebiński, op. cit., s. 55; łebiński nawiązuje do szkicu Kotarbińskiego, Szekspir na scenach warszawskich, „Kur. Warsz” 1890, nr 80.
[59] Tamże, s. 53.
[60]Tamże, s. 55-56.
[61] S. K[otarbiński], Odczyty publiczne..., jw., s. 6.
[62] Dzieła Williama Szekspira w przekładach J. Korzeniowskiego, S. Koźmiana, K. Ostrowskiego, J. Paszkowskiego, J. Kasprowicza, A. Langego, E. Porębowicza i S. Rossowskiego pod redakcją Henryka Biegeleisena, t. 1-10; Lwów 1895-1897, t. 9, s. 457.
[63] S. Tarnowski, Historia litratury polskiej. Wiek XIX, t. 6,cz. II, K-ów 1907, s. 232.
[64] P. Chmielowski, Dzieje krytyki literackiej w Polsce, W-wa 1902, s. 383.