“Kocham cię jak Irlandię......”

Monika Czyczerska

Asystentura Językowa Programu Socrates Comenius 2004/ 2005

 

przedmowa:

Witam!!

            Nazywam się Monika. Jestem studentką sekcji francuskiej NKJO w Legnicy. Ten rok moich studiów jest nieco odmienny od pozostałych. Różnica polega na tym, że dzięki mojej uczelni,  Agencji Narodowej Programu Socrates Comenius i Mount Temple Comprehensive School w Dublinie jestem na pięciomiesięcznej asystenturze językowej na “Zielonej Wyspie”...

przed wyjazdem:

            Do ostatniej chwili nie wierzyłam że to będzie możliwe. Z natury jestem sceptycznie nastawiona do świata i samej siebie. Wypełniłam formularz aplikacyjny, bo dlaczego nie? Szkoła proponuje COŚ TAKIEGO, warto spróbować. I tak małe szanse na dalszy rozwój spraw. Ja, moje kompetencje(prawie żadne), angielski (taki sobie)...

Dobra, wybrać kraj w którym chciałabym odbywać asystenturę... hmmm, IRLANDIA!!!! Magiczna kraina Celtów, Guiness'a , James Joyce...Tak, to jest to! Zawsze fascynowała mnie szmaragdowa wyspa. Mój pies (seter irlandzki) był kolejnym bodźcem który zdeterminował mój wybór. ( Nie wiadomo dlaczego, gdy wypełniałam formularz, Irlandia zniknęła z ekranu komputera. Dopisałam pod spodem :-).Teraz myśle, że to nie był przypadek :-).

Pod koniec kwietnia 2004 zadzwonił telefon: “ Czy Pani decyduje się na wyjazd do Irlandii..”Tylko tyle pamiętam z rozmowy z panią z Agencji Narodowej.

Tego dnia mój świat stanął na głowie! Do końca nie wierzyłam w to co się dzieje do dnia 10 września 2004.

jadę!!!!!( lecę):

            O godzinie 15.00 pamiętnej daty 10. XII. 2004 tato pomógł mi załadować walizy do samochodu (46 kilo, jak się okazało przy nadawaniu bagażu przed odlotem!!!!!) i w drogę. Kierunek- port lotniczy we Wrocławiu.

Moja ekscytacja nie znała granic. Nigdy w życiu nie leciałam samolotem. Dodam, że nigdy nie byłam za granicą. I tak o godzinie 18.00, odprawa bagażowo- paszportowa, pożegnanie z rodziną i odlot. Od tej pory samolot to mój ulubiony środek transportu!Co za “niebiańska” maszyna! (No, chyba że pogoda płata figle i podróż staje się nieco bardziej uciążliwa i pasjonująca ;-)

Godz. 22.25 (u nas 23.25), lądowanie na lotnisku międzynarodowym w Dublinie. Nowy etap mojego życia właśnie się zaczął...

pierwsze momenty:

            Moja goszcząca szkoła jest znana wszystkim wielkim fanom U2 ( ja do nich należę!!). Tam właśnie powstała legendarna grupa. Gościnność szkoły była dla mnie pozytywnym zaskoczeniem: przytulny pokoik w uroczym starym irlandzkim budynku należącym do szkoły, pomoc w pierwszych zakupach w tej “najdroższej europejskiej stolicy”( niestety, prawda.). Poza tym, dzień po przylocie zostałam zaproszona na spotkanie z premierem Irlandii, który otwierał tego dnia nowy teren sportowy w szkole. Z godziny na godzinę pobyt w Irlandii podobał mi się coraz bardziej...

ja i moje obowiązki w szkole:

            Głównym moim zadaniem jest pomoc w przygotowaniu uczniów ostatniej klasy (18- 19 lat) do egzaminu ustnego z języka francuskiego “Leaving Certificate”,(naszej matury). Pracuję z małymi grupami uczniów. Nasze zajęcia polegają na rozmowie, ćwiczeniach leksykalnych, powtórzeniu materiału związanego z tematami pojawiającymi się w tej części egzaminu ( dom, rodzina, edukacja, zdrowie, itp.). Ja staram się, aby zajęcia nie były nudne, uczniowie starają się też (czasami:-). Uczniowie niekiedy sami podpowiadają mi który aspekt chcieliby powtórzyć, a ja “do my best!”

Mimo tego, że nie studiuję nauczania języka polskiego, mam zaszczyt nauczać mojego ojczystego języka!

Grupa uczniów i grupa nauczycieli z entuzjazmem poznaje meandry dziwacznego dla nich języka.

To wcale nie jest takie trudne jak mi się wydawało. Wystarczy kilka pomysłów, przemyślane i interesująco- zabawne pomoce dydaktyczne, trochę ochoty i humoru...i sukces w zasięgu ręki! Ja sama bardzo lubię te zajęcia!

Zapoznawanie uczniów i personelu z kulturą mojego kraju to też obowiązek i wielka przyjemność. Gotowanie, plakaty, gazetki, konkursy na temat Polski... niesamowicie przyjemna praca, szczególnie gotowanie naszych polskich pyszności! Od czasu do czasu nauczyciele CSPE ( u nas WOS) proszą mnie o przygotowanie lekcji na wybrany wcześniej aspekt ( polityka, edukacja, sztuka,...).

Praca z uczniami pierwszej klasy: gry i zabawy w języku  francuskim, czuwanie nad organizacją projektu “ ściana francuska” przez dzieci ( uczniowie szukają informacji przez internet, ja zajmuję się wyszukiwaniem interesujących stron WWW, podsuwaniem pomysłów, pomocą w realizacji projektu.)

Dublin, miasto moich marzeń:

            Wbrew pozorom stolica Irlandii to malutkie i idealnie proste miasto. Sama mieszkam ok. 3,5 km od centrum miasta, więc mały spacerek gdy mam wolny czas pozwala mi na odkrywanie uroków tego kosmopolitycznego miasta. Chociaż industrializacja negatywnie wpływa na wygląd Black Pool, jest tu wiele miejsc które warto odwiedzić:

Drzwi i mosty Dublina są dla mnie inspiracją i oddechem od rozpędzonego i przetłoczonego miasta. Jakiś ułamek historii tego cudownego kraju drzemie w każdym moście i każdych niespotykanych nigdzie poza Dublinem drzwiach.

Phoenix Park, Botanic Gardens, Prospect Cementry to niezłe propozycje na niedzielną wycieczkę.

Kilaniahm Gaol (więzienie polityczne miejsce akcji filmu”W imię ojca”), Dublinia( średniowieczny Dublin), liczne muzea i galerie (często wstęp za darmo!!!) należą do mniej komercyjnych i typowo turystycznych miejsc. Oczywiście, Browary Guiness'a, Muzeum Figur Woskowych, Fabryka Jameson Whiskey są najbardziej obleganymi atrakcjami Dublina.

Ja zakochałam się w ślicznych, sennych, wietrznych maluteńkich rybackich wioseczkach leżących w odległości ok. 5- 10 km od Dublina.

edukacja w Irlandii w skrócie:

            Ja odbywam asystenturę w sześcioletniej szkole “drugiego stopnia”, czyli 3 lata Junior Cycle( takie nasze gimnazjum) , 3 lata Senior Cycle ( nasza szkoła średnia). Co roku uczniowie zdają egzaminy w czasie świąt Bożego Narodzenia i przed wakacjami (Irlandczycy mają 3 miesiące wakacji!!!) Czwarty rok , tzw. Transition year, jest nieco nietypowy: nie ma egzaminów, zajęcia są organizowane tak aby pomóc uczniom wybrać dalszą drogę kształcenia. Szkoły organizują praktyki zawodowe, warsztaty artystyczne,itp.

Leaving Cert to koszmar dla każdego irlandzkiego ucznia. Od jego rezultatów zależy dalsza drogo edukacyjna. Więcej punktów, większe szanse na prestiżową uczelnię.

Niestety,  języki obce traktowane są tak jak pozostałe nudne przedmioty do niczego nieprzydatne. Dla nich angielski wystarczy aby dogadać się za granicą... Dzięki mnie, zrozumieli, że są osoby które nie mówią zbyt dobrze po angielsku i znajomość innych języków jest zatem przydatna w porozumiewaniu się. Na szczęście wszyscy moi współpracownicy dbają o to, aby mój angielski stawał się lepszy z dnia na dzień.

Zwykły dzień irlandzkiego ucznia różni się nieco od dnia młodego Polaka. W Irlandii uczniowie zaczynają lekcje o 8.45 a kończą o 15.45. Uczniowie i nauczyciele mają w ciągu dnia dwie przerwy; jedną krótką a drugą nieco dłuższą (lunchtime,  kiedy królują chipsy octowe, hot- dogi, muffinki, ciasteczka, batony czekoladowe i hektolitry coca coli. Młodzi Irlandczycy preferują właśnie taki styl odżywiania się!!!!!!!)Do tego, przerwy są co trzy lekcje, a nie co 45 minut jak u nas. Wyobraźmy sobie polskiego ucznia, który ma przerwę po polskim, biologii i historii... Z czasem przyzwyczaiłam się do tego dziwnego dla mnie zwyczaju.

czego mi brakowało:

Niczego!!! Szczerze , bo moje bagaże zawierały wszystkie pomoce dydaktyczne, które wydały mi się przed wyjazdem choć trochę użyteczne (46 kg książek, gazet, zdjęć, przepisów , ulotek, informatorów, płyt, kaset, filmów DVD i VHS, cukierków polskich!!!, ....) Czy wszystkiego użyłam, uhmmm... pewnie, że nie! Ale “przezorny zawsze ubezpieczony”. Aby odciążć walizę cięższą ode mnie, ograniczałam jedynie liczbę swetrów, spodni i podobnych rzeczy “drugiej kategorii”.

Czasami tylko tęskniłam za smakiem polskiego białego sera i soków marchewkowych, których w Irlandii znaleźć nie można ( a jak można, to cena nie za wesoła:-(. Z resztą ceny w Dublinie nigdy mi się wesołe nie wydawały! Ale śmierć głodowa daleka mi była :-).

podsumowanie:

            To pięć cudownych miesięcy kończy się w połowie lutego ;-(. Ile z tego pobytu korzyści, trudno wszystkie wymienić: na pweno rozwój umiejętności pedagogicznych, nauka języka angielskiego (trochę irlandzkiego), nowe znajomości, odkrywanie nowej niesamowitej kultury, niezależność, dorosłość- prawdziwą szkołę życia , wiarę w siebie i w ludzi, smak sodowego chleba, herbaty po irlandzku ( której wcześniej bym nie wypiła, nawet, jakby koś mi zapłacił :-) i Guiness'a...

niesamowite przeżycia w skrócie!!!

coś gratis:

Wyobraźcie sobie krzyk mew wpadających do komina( wylatywały z powrotem, to nie sceny z horrorów!!),kropelki rosy na twarzy o piątej rano, zapach soli w powietrzu z samego rana, wiatr i księżyc jakby bliżej was, zapach pszenicy unoszący się wokół browarów Guiness'a, autobusy piętrowe, widok na góry Wiklow, wszechobecny oddech Jamesa Joyce'a.... Czasami te i inne doznania budziły we mnie uśpioną od jakiegoś czasu wenę artystyczną. Wróciłam do mojej pasji rysowania i pisania.

 Jak ktoś ma chęć poczytać o moim pobycie z nieco innej perspektywy, zapraszam:-)

“Ballada o ...”

Zakochana w Irlandii raczej bez wzajemności,

Była gościem zwyczajnym jak tłum innych gości,

Wiedziała że jest tu jedynie przelotem,

Nim zbudzi się wiosna ona wróci z powrotem,

Czy tego chce?

Nie wiem, zapytaj, ona to wie,

Lecz znam życie, raczej nie odpowie...

Lubiła zgiełk miasta szum morza uwielbiała,

Cichy szept kamieni cicho naśladowała,

Nocą liczyła gwiazdy spadające,

Czy to były ptaki? Mewy? Ale złotolśniące,

Lubiła to robić?

Nie wiem, zapytaj, ona to wie

Lecz myśląc realnie, raczej nie odpowie...

Z irlandzkim wiatrem w kieszeni chodziła,

W cieniu księżyca cicho się modliła,

ZW kropelce deszczu bratanka widziała,

Z zieloną samotnością nocą rozmawiała,

Czy często płakała?

Nie wiem, zapytaj, ona to wie,

Nie licz na odpowiedź, raczej nie odpowie...

Przed powrotem wspomnienia w walizki pakowała,

Pachniała Irlandią Irlandia nią pachniała,

Gdy wyjeżdżała księżyc jakby cieszyć się zdawał,

I tylko szum morza pytania zadawał...

Czy tu wróci?

Nie wiem, zapytaj. Czy ona to wie?

Nie wiem, to kto inny

Raczej zna odpowiedź...

 

 

 

*

Jeśli ktoś z Was ma szansę pojechać na Asystenturę Językową, nie zastanawiajcie się nawet!!!! Nie ma nad czym!!!! ..... POWODZENIA. Osobiście polecam Irlandię, jako kraj, który urzekł mnie uprzejmością, otwartością, gościnnością Irlandczyków, zapierającymi dech w piersiach pejzażami, niesamowitą muzyką, smaczną kuchnią ( nie wierzcie, że irlandzka kuchnia jest obrzydliwa. Nic bardziej mylnego!), wiatrem i deszczem, które teraz wydają mi się podkreślać niesamowity charakter Zielonej Wyspy.

*

Od 10 września 2004 moje motto brzmi:

“ NIE MA RZECZY NIEMOŻLIWYCH”.

Pozdrawiam i

Slan! ( do zobaczenia po irlandzku).

                                                                Zakochana w Irlandii Monika Czyczerska,

                 studentka NKJO w Legnicy