
Anna Pitek
„Fiesta, siesta y mañana”
- zakochaj się, ale wróć do domu
(podsumowanie asystentury językowej Socrates Comenius 2.2.b Instituto de Educación Secundaria, Zaragoza )
Nie da się ukryć, że hasło, od którego zaczęłam, jest najwyższą świętością w Hiszpanii, dlatego od tego zaczynam.
Na początku bardzo ciężko jest przywyknąć... Fiesty, które odbywają się z każdego dobrego powodu, zazwyczaj zaczynają się w czwartek około północy a kończą w niedzielę.
Nikogo nie powinny zdziwić zamknięte urzędy, instytucje oraz sklepy (oprócz tych największych) w godzinach sjesty (14-17). Najlepiej w tym czasie zjeść obiadek i się przespać by mieć siłę na fiestę : ) Natomiast całkowicie zamarłe wioski w tychże godzinach sprawiają ogromne wrażenie – wszystkie okna i drzwi zamknięte, nigdzie żywej duszy, od czasu do czasu tylko jakiś krzak przetaczający się po drodze, a w górze piękne słońce...
„Mañana” oznaczające dosłownie „jutro” czasem jest wyjątkowo irytujące, zwłaszcza w sprawach administracyjnych. Powinniśmy się cieszyć jeśli ktoś nam obiecuje coś zrobić „mañana” i rzeczywiście mamy to następnego dnia. W relacjach koleżeńskich jeśli ktoś obiecuje zadzwonić „mañana” – raczej nie czekajmy na telefon.
Samolotem szybciej, ceny u tanich przewoźników są podobne do cen autokarów, jednakże trzeba się liczyć z ograniczeniem bagażu do 15 kg, jeśli nie chcemy dopłacać. Najbardziej znani i lubiani to www.easyjet.com i www.ryanair.com W miarę możliwości radzę kupować bilet jak najwcześniej i wsiadać do samolotu w Berlinie, a wysiadać w Barcelonie lub Madrycie, bo ceny przelotów są duużo tańsze. Na miejsce docieramy hiszpańskimi super wygodnymi autokarami; kolei nie polecam – piękna, szybka, a bilety porównywane z samolotowymi...
No i pamiętajcie o zachowaniu biletów dla Agencji!!!
W chwili gdy przyjechałam miałam zarezerwowane miejsce w schronisku młodzieżowym i nie musiałam się martwić o nocleg przez pierwsze parę dni pobytu w Zaragoza. To rozwiązanie bardzo polecam, bo sama dzięki temu zawiązałam wiele przyjaźni i przez najcięższe pierwsze dni nie czułam się samotna wśród młodych ludzi z przeróżnych krajów europejskich, afrykańskich i z obu Ameryk.
Nie radzę szukać mieszkania w prasie codziennej, bo zazwyczaj studentów nie stać na prowizje dla agencji mieszkaniowych. Za to polecam poszukiwania pocztą pantoflową i przez agencje przyuniwersyteckie. Każdy uniwersytet ma strony poświęcone sprawom studenckim. W Saragossie adres internetowy Universitas de Zaragoza to www.unizar.es/servicios.html . W poszukiwaniu mieszkania dalej na stronie wybieramy ‘CIUR (Centro de Informatión y Reclamationes)’ i dalej ‘Alojamiento’. Lub po prostu www.ebro3.unizar.es:8080/alojamiento/buscar.html
Ceny za pokój to w miasteczkach ok. 100-150€, w miastach około 500 tyś. mieszkańców to 150-250€, a w tych najbardziej znanych i najdroższych jak Barcelona, Madryt czy w Kraju Basków to wydatek ponad 250€. Zwracajcie też uwagę czy cena obejmuje ‘gastos’, czyli opłaty i rachunki za gaz, wodę etc. Czasem rachunki mogą wynosić kolejne 100€.
Karta ISIC lub Euro 26 wystarczą. Sama mam kartę Euro 26 i oprócz obniżek za nocleg w schroniskach młodzieżowych, podczas zakupów i kupna biletu np. w ‘Orbisie’, niestety skorzystałam też z odszkodowania powypadkowego (w szpitalu na zaświadczenie E111 z NFZ nikt nawet nie chciał patrzeć). Jestem bardzo z niej zadowolona.
Nie mamy obowiązku rejestracji!!! Ale i pracować w Hiszpanii nadal nie możemy, chyba że jako studenci np. w organizacjach studenckich czy pozarządowych. Mimo wszystko jeśli ktoś ma ochotę się upewnić:
Ambasada Królestwa Hiszpanii tel. 022 622 42 50
Ul. Myśliwiecka 4 emb.esppl@mail.mae.es
00-459 Warszawa anna.kolibabska@mae.es
Ambasada Polska w Hiszpanii tel. 0034 913 736 605
W razie problemów ze szkołą, administracją lub niemożnością skontaktowania się z AN polską
Agencia
National Sócrates
(M.E.C) a.socrates@educ.mec.es
Paseo
28 o14
Oto
moja szkoła, w której uczyłam od 1 października 2004 do 1 maja 2005. Palmy przy
wejściu zawsze dawały mi siłę na cały dzień J
a nieduży budynek ułatwiał poruszanie się pomiędzy klasami.
Zadania jakie miałam do wykonania to nauczanie klas 1-4 gimnazjum (1-2 primer ciclo 3-4 secundo ciclo Educación Secundaria Obligatoria), uczniowie w wieku 12-15 lat oraz konwersacje z klasą maturalną pierwszego roku (primer Bachillerato), trzech uczniów w wieku 17 lat.
Atmosfera jaka panowała w szkole pozwalała na przyjemną i bezstresową pracę z uczniami, którzy pozostawali w swoich klasach. Zasada, że to nauczyciel, a nie uczeń, zmienia salę wykładową co 50 minut ma, moim zdaniem, swoje zalety i wady. Podczas przerw na korytarzu można było spokojnie chodzić, bo uczniowie nie byli zmuszeni do pakowania swoich rzeczy i biegania na prędce pomiędzy salami w różnych skrzydłach szkoły. Z drugiej strony sale wykładowe świeciły pustkami (nie licząc sali chemicznej oraz nauki gotowania) – oprócz podstawowego wyposażenia jak stoły, krzesła, tablica etc., na ścianach znajdowały się jedynie wycinki z gazet mówiące o ostatnich najciekawszych informacjach z kraju i regionu. Według mnie brakowało pomocy dydaktycznych , z których uczeń mógłby korzystać w każdej chwili.
Zamiast tego, w osobnym skrzydle przeznaczonym tylko dla nauczycieli, każdy dział naukowy miał swój departament np. matematyczny, filozoficzny, językowe: angielskiego, francuskiego etc. Tam też znajdowały się wszystkie pomoce dydaktyczne, niestety niedostępne dla wiedzy uczniów. Dlatego starałam się jak najczęściej wprowadzać moich uczniów, zwłaszcza z klasy maturalnej, do pokoju języka francuskiego, by udostępniać im zasoby naszego departamentu: duży zbiór powieści zaliczanych do klasyki literatury, komiksów, przewodników turystycznych i kulturalnych na kasetach video, płyty CD, słowniki różnego rodzaju etc. Departamenty były zazwyczaj bogato wyposażone, a w razie potrzeb szkoła zamawiała materiały i pomoce dodatkowe. Oprócz tego, że w każdym z takich pokoi znajdował się komputer z podłączeniem do internetu, skrzydło nauczycielskie dysponowało dodatkowo salą multimedialna z dodatkowymi komputerami, skanerami, drukarką, kserokopiarką, a dostęp do niego, jak i do sali kinowej z odtwarzaczami DVD i video, był nieograniczony.
Osobą, do której zawsze mogłam się zwrócić, był jefe de estudios, odpowiednik pedagoga w polskiej szkole, który zawsze pomagał rozwiązywać problemy techniczne, merytoryczne czy wychowawcze, a także organizował kulturalne życie szkoły. Większość pomysłów na to, co i jak mogę zrealizować podczas mojego projektu, wychodziło spontanicznie od jefe de estudios lub dyrektora szkoły, a we wprowadzaniu ich w życie zazwyczaj miałam wolną rękę oraz zapewnioną pomoc ze strony nauczycieli i pracowników szkoły. Najważniejszym było zorganizowanie zajęć teatralnych. Niestety nie przewidziano dodatkowych godzin na nauczanie mojego języka ojczystego tzn. polskiego, a moje projekty m.in. prowadzenia zajęć z fonetyki francuskiej wraz z zaprzyjaźnionym native speakerem czy wyświetlenie serii filmów francuskich zostały odrzucone.
Uczniowie hiszpańscy, jako publiczność bardzo wymagająca, zmusiła mnie do bardziej nowoczesnych metod nauczania, np. przez zabawę lub zachęcania do nauki poprzez zajęcia twórcze np. wystawienie sztuki po francusku. Zaproszenie native speakera z Normandii, też było ciekawym dla nich doświadczeniem, które uświadomiło, że francuski to nie niepotrzebna abstrakcja, tylko sposób na nowe interesujące znajomości umożliwiające poznanie świata wokół nas.
Zaragoza, w której mieszkałam, jest drugim miastem, zaraz po sławnej Salamance, z największą ilością studentów przyjeżdżających na program wymiany studenckiej Erazmus, dlatego też poznanie młodych osób z różnych krajów europejskich nie było problemem.
Zdecydowanie najważniejszym doświadczeniem było poznanie podstaw języka hiszpańskiego, którego nigdy wcześniej się nie uczyłam. Sama sobie nie mogłam uwierzyć, że mieszkałam w kraju, którego języka w ogóle nie znałam, a uczyć się zaczęłam dopiero po dwóch miesiącach pobytu. Na kursie języka hiszpańskiego na Uniwersytecie w Zaragoza otrzymałam 45 lekcji w ciągu trzech tygodni. Były to trzy bloki godzinnych zajęć dziennie: gramatyka, słownictwo i konwersacje. Można też zapisać się na bezpłatny kurs dla imigrantów. Oczywiście uczenie się jakiegokolwiek języka, w kraju, gdzie jest on językiem oficjalnym, jest dużo łatwiejsze niż uczenie się go z książek.
Ironicznie, dzięki problemom mieszkaniowym naprawdę dużo nauczyłam się o językach. Mieszkając z osobami z Ameryki Łacińskiej mówiącymi różnymi dialektami hiszpańskiego, nauczyłam się poznawać narodowość, a nawet przynależność do konkretnego regionu na podstawie akcentu. Mieszkając z Francuzami mogłam polepszyć swój akcent oraz ubogacić słownictwo. Ostatnie miesiące spędzone w jednym mieszkaniu z Irlandką i Szkotem upewniły mnie w przekonaniu nie jest taki prosty jak się wydaje, a wymowa tych samych wyrazów może się całkowicie różnić w zależności od królestwa, z którego się pochodzi. Podczas wolontariatu, kiedy prowadziłam konwersacje z języka angielskiego dla osób w wieku 22-27 lat, które chciały poszerzyć swoją wiedzę z języka, kultury i zwyczajów panujących w Wielkiej Brytanii, Irlandii, Stanach Zjednoczonych, szczególną uwagę musiałam zwracać na różnice między British English i American English. Na szczęście ułatwiała mi to koleżanka ze Stanów, która pomagała mi w prowadzeniu paru zajęć.
ü Jak wyżej napisałam jako wolontariat prowadziłam konwersacje z języka angielskiego dla osób w wieku 22-27 lat, które chciały poszerzyć swoją wiedzę z języka, kultury i zwyczajów w innych krajach (rozmawialiśmy o najbliższych nam: Hiszpanii, Wielkiej Brytanii, Irlandii, Stanach Zjednoczonych; oraz mnie: Francji, Polsce, Niemczech, Czechach) w Fundación F. Ozanam współpracująca z AN w Madrycie
ü
Przez
przypadek trafiłam też do projektu „Presentación del Intercambio de Jóvenes” ( „Prezentacja wymiany młodych”) pt. « Arte para la inclusión »
(« Sztuka łączy ») organizowany przez Fundación
F.Ozanam i Hiszpańską Agencję Narodową przy programie
Młodzież, w dniach 1 do 11 października 2004 w Zaragoza.
Grupa teatralna złożona z młodych ludzi z czterech krajów europejskich
(Hiszpania, Francja, Niemcy, Polska) przez tydzień przygotowywała wraz z
fachową pomocą specjalistów, performance do obrazu Joan Miró „Karnawał
Arlekina”. Przedsięwzięcie to miało dwa cele. Pierwszy i najważniejszy
miał pokazać mieszkańcom najbiedniejszej dzielnicy Zaragozy
- San Pablo - że nie mając doświadczenia,
wykształcenia w danym kierunku (żadne z nas nie miało przygotowania
aktorskiego), własnych środków finansowych można zorganizować wydarzenie dające
im radość i rozgłos w mediach. Drugi cel to przejście w paradzie różnych
teatrów podczas otwarcia największego święta w Zaragoza
- święta del Pilar.
ü Oczywiście generalnie najciekawsze dla siebie atrakcje zawsze znajdziesz na stronie internetowej swojego miasta np. www.turismo.ayto-zaragoza.es Oprócz tego wszelkie możliwości spędzania czasu (od muzeów do koncertów) w całej Hiszpanii to www.guiadelocio.com , a jeśli ktoś chce się dowiedzieć jeszcze więcej o koncertach to polecam www.ticktackticket.com
Kultura każdego z regionów Hiszpanii, które poznałam okazała się jeszcze ciekawsza i interesująca niż się tego spodziewałam. Zaskoczyło mnie spore zróżnicowanie tradycji i zwyczajów panujących w mieście i na prowincji.
Zdecydowanie zmieniłam zdanie o „wiecznie słonecznej” Hiszpanii. Niestety okazało się, że i tam śniegu może być co niemiara, i to nie koniecznie w górach. A propos gór Pireneje są piękne, szczególnie jesienią.
Hiszpanie,
mimo że mówią czterema językami oficjalnymi – kastylijskim
( castellano - hiszpański którego się naucza),
katalońskim (catalàn), baskijskim (vasco lub euscadi) oraz galijskim
(gallego) – zawsze są równie mili, uśmiechnięci,
gotowi na fiestę : ) Najciekawsze informacje to te, że
na Katalończyków nie mówi się ‘Hiszpanie’, bo ich to obraża, a pytanie się
każdego z Basków czy należy do
ETA
jest bezsensowne, bo większość z nich jest przeciwna ideom tej organizacji.
Smakoszom szczególnie poleciłabym paellę
nad morzem w Walencji (350dni słonecznych w roku!), owoce
morza przy muzyce flamenco na południu, ośmiornicę w Galicji, najlepsi kucharze
to Baskowie, z prowincji gdzie ja mieszkałam – Aragón
– szczególnie polecam Pacharan (ziołowy trunek na
bazie anyżku), którego najlepiej spróbować na szlaku w Pirenejach.
Aragón
Ogólnie Hiszpanie jedzą bardzo dużo warzyw obficie polanych oliwą z oliwek z ogromną ilością mięsa i chleba (czyli tak naprawdę bagietki!).
Fantastyczne, moim zdaniem, położenie geograficzne tegoż kraju pozwala na podróże nie tylko bogate dla ciała , ale i ducha.
Informacje co, gdzie i kiedy znajdziemy
1. na stronach internetowych miast, regionów etc.
2. w przewodnikach książkowych; sama zawsze ze sobą miałam Pascala, bo ma dobre adresy i mapy
3. w każdym mieście i miasteczku znajduje się ‘oficina de turismo’, gdzie kompetentne osoby poinformują o najbardziej interesujących dla nas atrakcjach w zależności od czasu jaki mamy zamiar tam spędzić, dostaniemy mapę miasta oraz ulotki o hotelach i schroniskach. Jest to rozwiązanie, które zdecydowanie ułatwia podróżowanie.
Jak się znaleźć?
1. przed wyjazdem dobrze zaglaądnąć w mapy na necie: www.maporama.com ,
www.netmaps.es , www.espagne.express-map.com , www.editorialalpina.com
2. przewodniki nie zawsze mają najświeższe wiadomości, aczkolwiek też mogą być przydatne
3. polecam najlepszą tego typu stronę www.hostelworld.com
Jeśli ktoś miałby pytania, uwagi, wahania etc. zapraszam do pisania