Monika Czyczerska 
“CZEŚĆ, SPOKO,PIWO.....I DOBRY WISIOR' czyli, jak Irlandczycy uczyli się języka polskiego:-)
Witam ponownie. Jeśli ktoś z czytających planuje nauczanie języka polskiego “na obczyźnie”, szczególnie, jeśli jesteś przyszłym asystentem językowym Comeniusa, rzuć okiem na moje osobiste doświadczenia w nauczaniu ojczystego języka w szkole Bono.
Rok temu sama czegoś takiego szukałam. Zachęcam do przeczytania życząc miłej lektury ;o)!!!
Monika Czyczerska, polska krew co irlandzkim Guiness'em gardziła całe pięć miesięcy!!!

W Mount Temple miałam okazję spróbować swoich sił jako nauczycieli języka polskiego. Kilka miesięcy prowadziłam zajęcia dla uczniów zainteresowanych. Dwoje nauczycieli (w tym jeden pasjonat Polski, ryb i dobrej kuchni) również nauczyli się paru zwrotów w moim języku.
:-)!!!
· Wiele osób nie miało wcześniej pojęcia o istnieniu języka polskiego.
· Wiele osób nie rozumiało, dlaczego Polacy chętnie uczą się języków obcych. Dla Irlandczyków angielski jest jedynym “obcym językiem”, który wydaje się przydatny zawsze i wszędzie.
· “Skoro mówicie w Polsce po Polsku, dlaczego ty mówisz po francusku? Wszyscy w Polsce mówią po francusku?” Z takiego typu pytaniami spotykałam się całe pięć miesięcy!!!! “Dlaczego nie mówisz po rosyjsku, przecież każdy w Polsce uczy się tego języka!!!” Niestety, w mentalności wielu Europejczyków, wizja naszego kraju nie uległa zmianie od kilkudziesięciu lat.
Język polski?????!!!!!
·
przygotowanie
gruntu:
Zanim przystąpiłam do organizacji zajęć, wystartowałam z kampanią mającą na celu rozpropagowane języka polskiego w szkole. Ręcznie przygotowane plakaty, krzykliwe hasła, zdobiły korytarze szkoły. Z pomocą nauczycieli prowadzących (codziennie zbierali i spisywali nowe nazwiska), zgromadziłam grupę zainteresowanych uczniów. Po spotkaniu organizacyjnym na które przyszło ok.21 osób, ustaliliśmy porę i długość zajęć dogodną dla wszystkich.
A ja sama sobie zadawałam pytania:
Jak mam nauczać polskiego,
nie jestem polonistą?!
Dlaczego uczniowie chcą uczyć
się polskiego?
Jak organizować lekcje?
Co mi się tak na prawdę
przyda podczas zajęć?
Czy zdołam odpowiedzieć na
potrzeby uczniów?
Czy zdołam usatysfakcjonować
uczniów, instytucję i samą siebie?
·
3,2,1,0....start:
Pamiętając z lekcji metodyki, zawsze dobrze jest zacząć od ankiety z pytaniami:
a) Jakie są twoje oczekiwania?
· b) Dlaczego chcesz mówić po polsku?
c) Czy miałeś wcześniej kontakt z językiem polskim?
d) Czy planujesz kontynuację nauki polskiego w przyszłości?
Mniej więcej takiego typu pytania postawiłam moim uczniom w dniu pierwszej lekcji.
Analizując ankietę doszłam do wniosku, że:
a)Wszyscy chcą posiadać podstawowe umiejętności komunikacyjne, kilka osób było zainteresowanych gramatyką, słowotwórstwem i historią języka. Nikogo nie obchodziły elementy polskiej kultury, sztuki i mediów:-(
b) Prawie wszyscy odpowiedzieli, że planują odwiedzić nasz kraj lub lubią uczyć się języków obcych.
c)100% uczniów nie miało styczności z językiem polskim (a 2 polskie uczennice, z których jedna nie mówiła po angielsku??!)
d) Większość twierdziła, że studiowanie języków słowiańskich na uniwersytecie może być interesujące. ( No, ile w tym prawdy??? Nie mnie to oceniać).
·
do roboty!!!
Mimo tego, że to wielkie wyzwanie i napięcie towarzyszyło mi cała pierwszą lekcję, wszystko potoczyło się całkiem dobrze. Następne lekcje planowałam zgodnie ze wskazaniami uczniów, pytając, czego chcieliby się nauczyć w przyszłym tygodniu.
I tak,moi podopieczni nauczyli się m.in.:
jak artykułować dziwne dźwięki j. polskiego, czyli alfabet języka polskiego
że j, w, c, istnieją w angielskim i w polskim co nie znaczy, że są takie same w wymowie,
kilku podstawowych zwrotów komunikacyjnych: przywitanie, pożegnanie, zwroty grzecznościowe, przedstawianie siebie i innych, itp.
Jak wskazać i zapytać o drogę (miasto, kierunki, budowle określanie odległości,)
mówić o rodzinie (kto to jest?)
liczyć po polsku,
wyrażanie nastroju (jak się masz?)
Uświadomili sobie też kulturowe różnice nieistniejące w takim stopniu w angielskim, (nasz Pan/ Pani) jak u nas.
· Polska wersja “happy birthday”.
Oczywiście, kilka słówek “ponad programowych”: “piwo, sie ma!, kocham cię” zostało zapamiętanych.
·
jakieś
postępy???
Może nie zbyt wiele pozostało w głowach, ale na pewno malutki ślad, kilka fotokopii, dziwnych kojarzeń... Dla mnie nie było nic milszego, niż usłyszeć “cześć!” lub “sie ma!” na korytarzu lub w centrum miasta! Albo “dziękuję” po skończonej lekcji
Oczywiście, w dniu wizyty konsula Polski w szkole, moi podopieczni przywitali się z nim po polsku, mówiąc o tym, jak w domu uczą swoich najbliższych tego, co oni poznają w szkole na lekcjach polskiego. Dla Polaka nie ma chyba nic lepszego!!!!!!!!!!!!!!
·
A co z nauczycielami???
Zupełnie przez przypadek jeden z nauczycieli zapisał się na listę ochotników, myśląc, że inni nauczyciele będą również zainteresowani. Zrezygnowany, doszedł do wniosku, że nie ma sensu i czasu na prywatne lekcje. Dla mnie nie było to problemem, a z czasem dołączyło do nas dwoje innych nauczycieli. Zrealizowaliśmy bardzo niewiele, ale lepsze to niż nic.
Ja sama musiałam nauczyć się nazw gatunków ryb słodko i słonowodnych, gdyż mój uczeń- nauczyciel- rybak bardzo chciał znać polskie nazwy wodnych żyjątek. Było to dla mnie bardzo ciekawe doświadczenie, sama wzbogaciłam swój zasób słownictwa angielskiego. Do tego, mogliśmy porozmawiać na temat gdzie i co łowić w naszym kraju. Oczywiście, jako native speaker, zostałam “wykorzystana” do nagrania materiału dźwiękowego (zwroty grzecznościowe, proste pytania, uwzględniając cały rybny leksyk :-)! Czego się nie robi dla propagowania Polski za granicą. Szczególnie w tak cudownym kraju.
·
Wizyta w St. Mary Secondary
School:
Nie tylko w Mount Temple, ale i w jednej z żeńskich mundurkowych szkół udzieliłam krótkiej lekcji naszego języka. Bardzo miłe doświadczenie spotkało mnie ze strony nauczycieli jednej z Dublińskich szkól. W marcu 2005 uczennice tej szkoły jadą na kilkudniową wycieczkę do Polski. Dowiedziawszy się o moim pobycie w Mount Temple, zaproszono mnie na spotkanie z planującymi wyjazd klasami.
·
Z czego korzystałam???
Lekki nadbagaż był bardzo wskazany w moim przypadku. Materiały do nauki polskiego nie są zbyt powszechne na rynku irlandzkim.
Korzystałam z wszystkiego, co wydało mi się przydatne w danym momencie:
· “Polish in 4 weeks” angielskojęzyczny kurs języka polskiego z płyt ą CD wydawnictwa REA. (Przed powrotem do Polski podarowany mojemu ulubionemu i najbardziej zainteresowanemu uczniowi- rybakowi).
· “Słownik obrazkowy polsko- angielski”wydawnictwa Larousse,
· Ręcznie malowane plansze do gier i plansze z rysunkami (miasto, drzewo rodzinne, nastroje, zwierzęta,itp),
· zmodyfikowane podręczniki do nauki francuskiego,
· gazetki z “Reala”, “Biedronki” i innych supermarketów,
· plany miast,
· zdjęcia,
· wycinki z gazet,
· przepisy kulinarne,
· płyty CD z polską muzyką. (Nie dostrzegałam do tej pory edukacyjnej strony piosenek Lady Pank, Pidżamy Porno, Starego Dobrego Małżeństwa i innych grup śpiewających w naszym kraju)
· Broszury informacyjne na temat Polski,
· mapy,
· i nie pamiętam, co jeszcze...
Choć wydaje się to całkiem nie realne i niesamowicie trudne, nauka ojczystego języka może okazać się bardzo miłym i satysfakcjonującym doświadczeniem. Wiem, że uczenie przedmiotów nadprogramowych w przeładowanych programem obowiązkowym szkołach irlandzkich jest trudne. Dzięki mojej szkole goszczącej miałam taką możliwość.
Uważam, że warto podjąć próbę zorganizowania lekcji języka ojczystego asystenta w szkole goszczącej.
Monika Czyczerska
