Z pamiętnika studentki sekcji angielskiej NKJO, przebywającej na stażu asystenckim w Berney, Francja.


24.10.2002.


Na miejscu przywitano mnie bardzo serdecznie i wszyscy wydawali się być podekscytowani moim przyjazdem. Zaplanowano mi cały weekend i pierwszy tydzień. Większość tego czasu spędziłam na poznawaniu nauczycieli, ich rodzin i okolic Berney. Jest to małe miasteczko, położone na malowniczych wzgórzach porośniętych drzewami. Mieszkańcy są bardzo sympatyczni i mimo że nie znam dobrze francuskiego, a oni angielskiego, mam już sporo znajomych.
Szkoła, w której odbywam staż, nosi imię Joanny D'Arc i St. Anselme. Są to właściwie dwie osobne szkoły: podstawówka i gimnazjum (tutejsza nazwa to college) i szkoła średnia (lycee). Wszyscy uczniowie są bardzo mili. Niestety muszę powiedzieć, że byłam zaskoczona niskim poziomem języka angielskiego w większości klas. Uczniowie nie pałają chęcią do nauki języka obcego. Kiedy zapytałam jednego z nauczycieli, dlaczego tak jest, usłyszałam, że wynika to z faktu, iż ludzie tutaj nie często opuszczają swoje domy rodzinne, nie podróżują zbyt wiele, nie mówiąc już o szukaniu pracy za granicą.
Różnica jest również widoczna w metodach nauczania języka obcego. Nauczyciele nie mają tu zwyczaju monitorowania pracy uczniów, a nauczanie sprowadza się raczej do dokładnego "śledzenia" podręcznika. Kiedy zaproponowałam grę na jednych z zajęć, usłyszałam, że tutaj się tego nie praktykuje. Postawiłam jednak na swoim i dzisiaj zaprezentowałam 'tongue twisters' i 'find somebody who...' Uczniom bardzo się to podobało.
Ale teraz ta przyjemniejsza część mego pobytu: jutro zaczynają się wakacje! Mamy wolne przez dziesięć dni, więc wybieram się zwiedzać Paryż.

c.d.n.