Echo o Kanaryjskim Raju

Socrates-Comenius 2.2b, 1.10.2006-31.05.2007

 

 

        Zimne, zachmurzone popołudnie. Adelcia mierzy piątą parę butów… cierpliwość i zapał do szaleństwa wiosennych zakupów straciłam w przedostatnim sklepie, już przy trzeciej parze. Z dezorientacji kolorystycznej obuwia                             i czasoprzestrzennej sytuacji, opadłam bezsilnie między szarymi kartonami z trampkami, wydając jedynie westchnienia cichej dezaprobaty dla kolejnych pantofli, ze szczerym  entuzjazmem podziwianych przez koleżankę. Trwałoby to pewnie dłużej, gdyby nie dźwięk mojego telefonu i słowa, które usłyszałam po jego odebraniu :”Pani Justyno, gratuluję. Na asystenturę językową wyjeżdża Pani do Arucas. Czy Pani zrozumiała?”, milczę, głos w  słuchawce:” Halo? Czy Pani tam jest? Powtarzam, Arucas!! Do usłyszenia”.  W tym momencie nie straszne były mi  kolor, ani kształt, ani ilość otaczającej mnie makulatury wypełnionej towarem. Zaabsorbowana Adela buszowała między półkami, a ja zastanawiałam się, gdzie leży Arucas???  Dom, Internet, google, hasło: „Arucas”. Czytam:”…miejscowość położona na jednej z Wysp Kanaryjskich, niedaleko Las Palmas.” Niedowierzając ponownie wpisuję hasło z racjonalnymi dla siebie wątpliwościami. Pędzę do rodziców, wpadając w poślizg na schodach, uff… na szczęście poręcz, sytuacja opanowana. To była wiadomość dnia, godna  pierwszeństwa domowych dyskusji.

 

Gran Canaria

Zdjecia-Gran Canaria 060

Zdjecia-Gran Canaria 011

IMG_1382

Nadszedł czas, by zadzwonić do szkoły na Gran Canarii,  ustalić datę przyjazdu i zakwaterowanie. Taaak, to również czas, aby zakupić słownik  języka hiszpańskiego. Ułożyłam piękną przemowę. Naprawdę coś niebywałego. Dzwonię:     ” Halo, nazywać się Justyna, ja być asystent z Polska. Być mi niezmiernie miło!! Ja nie móc się doczekać, kiedy do was przyjechać!! Bardzo chcieć rozmawiać z dyrektor szkoła. Ja prosić!”. Oczy iskrzą niczym roztańczone płomienie. Źrenice nadzwyczajnie powiększone, prawie przyćmiły tęczówkę, a towarzyszący tej chwili uśmiech, kształtem przypominający pół księżyca w bezchmurną noc,  rozproszony rozstał po usłyszeniu :”Mañana!”, tłumacz:       ”jutro”. Od tamtej pory słynna mañana wzbogaciła zasób mojego codziennego słownictwa, gdyż słyszałam je za każdym razem, usiłując skontaktować się z dyrekcją tamtejszej szkoły, co jest z resztą szczerą prawdą.

 

 

 

 

 

Nie… wcale nie miałam kilku walizek, które ledwo dopięłam, wypełnionych letnimi sukienkami, pantoflami, kremem do opalania, trzema strojami kąpielowymi i  kapeluszem słomkowymJ Nie, skądże znowu, jakie tam spódnice, jakie tam bluzeczki, klapeczki kolorystycznie dobrane do konfekcji, koraliki i  tym podobne… Druga walizka z pewnością nie pękała w szwach, przepełniona zdjęciami, książkami, artykułami, płytami, metodami i pomocami dydaktycznymi.

 

 

Podróż

       Dzień 24 września zapisał się w mej pamięci. Przebrnęłam przez odprawę na lotnisku. Zabrali mi szynkę w puszce,                 a następnie prześwietlili pierogi. Kazali ściągnąć obuwie i pasek, po czym przeszukali kieszenie   w spodniach. Ja przecież niewinna jestem! Nie dość, że człowiek zagubiony, przestraszony, dźwiga ciężar prowiantu na plecach niczym żołnierz na ćwiczeniach, przedzierający się przez terytorium wroga do okopów, to jeszcze dodatkowo go stresują!

Mija pięć godzin i 20 minut. Lądujemy. Żar gorącego, prawie afrykańskiego słońca, igraszki figlarnego wiatru delikatnie muskają moje blade policzki. Niczym wielbłąd dwugarbny                z nadbagażem, mknę labiryntem lotniska, usiłując dotrzeć do wyjścia. Czekam na Carmitę, nauczycielkę języka francuskiego, która miała mnie odebrać po przylocie. Właśnie, czekam, czekam i czekam… Wszyscy poszli, a ja nadal    czekam. Zachować spokój to podstawa. Choć fakt raczej minimalnego opanowania języka hiszpańskiego, pozwalającego wyrazić jedynie podstawowe potrzeby prostego człowieka, nie budzi we mnie szczególnego optymizmu… uspokajam się jednak w duchu powtarzając „mañana”, tłumacząc, iż nie ma powodu do zmartwień. Zawsze przecież można przenocować na lotnisku, albo kupić bilet powrotny… Pomylić się ludzka rzecz. Tym bardziej, że moja pamięć również czasem zawodzi. Wtem uwagę mą przykuwa barwny obraz, jakby wykonany przez impresjonistę! Malują się na nim kwiaty zróżnicowane wielkością i kształtem w polnej krainie, oraz zatopione w tym przepychu  moje skromne imię! Te wszystkie całusy, uściski i potok słów otoczyły mnie w mgnieniu oka, budując atmosferę niesamowitej sympatii i dając dowód otwartości Hiszpanów.

 

 

Gran Canaria

 

IMG_2119

Zdjecia-Gran Canaria 049

Gran Canaria

 

 

 

 

 

 

 

 Las Palmas

        Las Palmas, jestem w moim mieszkanku, w centrum miasta, blisko plaży. Wynajmuję je ze studentką,  również odbywającą tutaj asystenturę językową. Upał, śpię pod samym prześcieradłem. Przede mną kilka wolnych dni, przeznaczonych na poznanie miasta, lokalnych rozrywek i ewentualnie sąsiadów. Mapa i słownik w torebce, ruszam na podbój Las Palmas.

Zdjecia-Gran Canaria 091

Port w Las Palmas

Zdjecia-Gran Canaria 101

 

 

Zdjecia-Justyna 136

Zdjecia-Justyna 142

Moja dzielnica Alcaravaneras

 

 

 

 

Zdjecia-Justyna 144

 

Plaża, palmy, egzotyczne kwiaty, fani surfingu, co dwa kroki przeróżne kawiarnie, kluby, jachty… a przede wszystkim rozmaitość kultur i języków otaczających mnie zewsząd. Gubię się kilka razy dziennie. Odnalezienie drogi do domu pochłania, co najmniej godzinę. Mapa, kompas, mech porastający północną stronę drzew, a raczej palm        w niczym nie pomagają.

 

 

Szkolna niecodzienność

 

    Pierwszy dzień w szkole i przedszkolu C.E.I.P. Manolo Ortega w Arucas, do której dojazd z Las Palmas trwał 20 minut. Za boiskiem szkolnym plantacja  bananów, nieokiełznany i bezkresny ocean, lekko szkicujący ogrom świata, błękitny horyzont ze swawolnie tańczącymi, spienionymi falami.  Przedstawiona i przywitana na uroczystym apelu, nieśmiało ruszam na pierwsze zajęcia. Jako rzadkie zjawisko, stale spotykam się z pytaniami dzieci o dziwny, żółty kolor włosów        i podejrzanie białą skórę, kolejno czy wszyscy Polacy są tak niscy i bladzi jak ja, czy mam męża, dzieci, psa, kota, itp.

 

Zdjecia-Justyna 033

IMG_1814

Grupa czterolatków                                                       Z klasą I i VI

 

 

 

 

 

* Szesnaście godzin tygodniowo języka angielskiego, cztery godziny języka francuskiego, trzy godziny lekcyjne, podczas których mogłam uczestniczyć             w dowolnie wybranych przez siebie zajęciach i 150 uczniów, z którymi współpracowałam. Dzieci w wieku od 3 do 11 lat ściskały mnie każdego ranka na apelu, ofiarując wymęczone podróżą kwiaty, zerwane               z pobliskiego klombu, ku utrapieniu malującemu się na twarzy dyrekcji szkoły. Bowiem w kanaryjskim zwyczaju radosne były całuski w policzki na przywitanie. Zdarzało się, że zamiast kwiatków proponowano mi kanapki z masłem orzechowym. W tym miejscu warto nadmienić, iż uczniowie zwracają się do nauczycieli bezpośrednio po imieniu. Ja ze względu na problemy  związane z wymową mojego imienia, zostałam ochrzczona wśród przedszkolaków imieniem ”Klustina”. W miarę upływającego czasu, uczniowie zaczęli traktować mnie wręcz jak przyjaciółkę, powierzając mi swoje tajemnice, prosząc o radę i pomoc,  zapraszając do wspólnych zabaw. Zdarzały się także propozycje spędzenia czasu w rodzinnym gronie podopiecznych, zwłaszcza jeśli były to urodziny lub inne uroczyste okazje. Na Dzień Matki otrzymałam przygotowane przez dzieci i uczniów laurki. Właściwie, nie było dnia, w którym opuściłabym szkołę z pustymi rękoma.

                                           IMG_2585

Na wycieczce z V klasą

  IMG_2576         IMG_2580 

 

 

 

 

* Kółko teatralno-taneczne, które nieodpłatnie prowadziłam dwa razy w tygodniu, skupiło nie tylko uczniów szkoły, ale     i mieszkańców dzielnicy. Kilkanaście osób wpisanych na listę, zamieniło się w grupę liczącą kilkudziesięciu uczestników. Od krakowiaka, polki poprzez walca do mambo, cza-czy i tańca współczesnego… zasady recytacji oraz gry aktorskiej, czerwony kapturek i nieznana mi bliżej przyczyna, dla której wszyscy czyhali na rolę wilka!

 

IMG_1848

IMG_2534

IMG_2791

Klasa III i IV gotowe do przedstawienia          Z grupą trzylatków                                            Z pierwszą klasą, Święto Wysp Kanaryjskich

 

 

* Redagowanie trójjęzycznej (hiszpański, angielski, francuski), szkolnej gazetki zaangażowało uczniów klasy V i VI. Sprawozdania z wycieczek oraz przedsięwzięć szkolnych, wywiady z osobami życia publicznego, wiersze, opowiadania, mini słownik, komiks, zdjęcia, ilustracje i konkursy. Na pierwszej stronie wiadomości z ostatniej chwili, wyszukiwane skrupulatnie przez młodych dziennikarzy. Spotkania zespołu redakcyjnego odbywały się trzy razy w tygodniu. Gazetka była drukowana w niewielkim nakładzie, ale liczy się kreatywność, radość i duma osób, które ją tworzyły.

 

* Nawiązaliśmy korespondencje z dwiema szkołami podstawowymi i przedszkolem w Polsce. Podtrzymaliśmy także współpracę zainicjowaną w ubiegłym roku przez  poprzedniego asystenta językowego. Niniejsza korespondencja polegała na wymianie listów, zdjęć, płyt CD i kaset pomiędzy uczniami, stanowiąc podstawę nawiązania przyjaźni międzynarodowych.

 

* Przygotowywałam również wystawy zamieszczając na tablicach informacyjnych krótkie teksty, zdjęcia, rysunki. Tematyka związana była z Polskimi tradycjami, geografią, kuchnią, a także  z korespondencją prowadzoną w języku angielskim i francuskim, jaką nawiązaliśmy ze szkołami w kraju.

 

 

Integracja w szkole

     Integracja w szkole przebiegła bardzo szybko, bez większych problemów. Na początku asystentury moja znajomość języka hiszpańskiego nie była duża, ponieważ jego naukę rozpoczęłam na wakacjach, przed wyjazdem do Hiszpanii. Nie stanowiło to jednak poważnej przeszkody w nawiązaniu partnerskich kontaktów z nauczycielami, a przede wszystkim z uczniami. Z biegiem czasu opanowałam język hiszpański na tyle, że mogłam prowadzić swobodne rozmowy na każdy temat. Oprócz zajęć z języków obcych uczestniczyłam    w lekcjach matematyki, środowiska, plastyki a także języka hiszpańskiego. Miałam możliwość tłumaczenia zagadnień z konkretnych przedmiotów, np. działów matematycznych, elementów geografii czy historii. W przedszkolu natomiast, a także w klasach początkowych szkoły podstawowej pomagałam    dzieciom w nauce języka hiszpańskiego, czytania oraz pisania, sprawdzałam również drobne prace pisemne.

 

  Od szkoły goszczącej otrzymałam niezbędną pomoc w poszukiwaniu zakwaterowania. Umożliwiono mi również dojazd do szkoły z jednym   z nauczycieli, a także zaproponowano bezpłatne obiady w szkolnej stołówce. Skontaktowano się również ze Szkołą Języków Obcych w celu zasięgnięcia informacji na temat prowadzonych tam kursów dla obcokrajowców.

W każdej chwili mogłam liczyć na pomoc merytoryczną ze strony wszystkich nauczycieli. Z chęcią udzielano mi wszelkich porad, czy też informacji związanych ze sposobem prowadzenia zajęć, a także wykorzystywanych podczas nich metod. Omawiano ze mną problemy uczniów, które należy wziąć pod uwagę w trakcie prowadzenia zajęć jak i prywatnych rozmowach z nimi. Udostępniono mi wszystkie materiały dydaktyczne, z których korzystają nauczyciele (podręczniki, książki, programy multimedialne, płyty CD, kasety VHS itd.) 

 

IMG_2864

IMG_2887

Święto Wysp Kanaryjskich, z klasą VI                                                Z klasą III i IV

 

 

Zakres obowiązków

 

     Aktywnie uczestniczyłam w prowadzeniu zajęć z języków obcych. Miałam również możliwość samodzielnego przeprowadzenia lekcji, opracowując wcześniej wyznaczone przez nauczycieli tematy. Współpracowałam ze wszystkimi uczniami, pomagając osobom wykazującym szczególne trudności  w nauce bądź z uczniami bardziej uzdolnionymi, których wiedza i umiejętności znacznie wybiegały poza obowiązujący program nauczania. Przygotowywałam testy kontrolne, sprawdzałam wszelkie zadania, prace domowe oraz pod bacznym okiem opiekuna oceniałam uczniów. Pomagałam również                   w przygotowaniu materiałów dydaktycznych, wykorzystywanych podczas lekcji. Opiekowałam się także dziećmi w przedszkolu, uczestnicząc  w różnorodnych ćwiczeniach umysłowych i ruchowych oraz zabawach. Pomagałam im również w wykonywaniu prostych, codziennych czynności. Pełniłam dyżury na przerwach, pilnując podopiecznych, proponując gry i biorąc w nich udział. Współpracowałam z gronem pedagogicznym przy realizacji każdego szkolnego przedsięwzięcia, dbając m.in. o estetyczną stronę wydarzeń oraz czuwając nad uczniami. Niejednokrotnie proszono mnie o pomoc w przygotowaniu i poprowadzeniu zajęć nie tylko z języków obcych, a także podczas posiłków i innych codziennych czynności w przedszkolu. Zarówno nauczyciele jak i uczniowie obdarzyli mnie szczególnym zaufaniem. Podczas wycieczek również powierzano mi opiekę nad dziećmi. Uczniowie bardzo często zapraszali mnie do wspólnych zabaw czy rozmów.

 

 

 

Współpraca z opiekunem

 

    Od pierwszego dnia asystentury językowej współpraca z opiekunem wyznaczonym przez szkołę przebiegała bez zarzutu. Udzielono mi wszelkich informacji odnośnie organizacji życia w szkole, struktury społecznej uczniów, oraz zaplecza dydaktycznego i socjalnego placówki. Istotnie, mogłam liczyć na wsparcie, pomoc jak również na cenne uwagi dotyczące metod nauczania stosowanych w kraju goszczącym. Ściśle współpracowałam z nauczycielami języka francuskiego i angielskiego. W godzinach koordynacji ustalaliśmy przyszłe tematy zajęć, omawialiśmy postępy bądź braki w wiedzy uczniów, które należy uzupełnić. Wymienialiśmy się spostrzeżeniami i pomysłami przydatnymi w dalszej współpracy, zarówno pomiędzy nauczycielem, asystentem, jak i uczniami. Wspólnie przygotowywaliśmy ćwiczenia wykorzystywane podczas zajęć. Z entuzjazmem przyjmowano moje propozycje dotyczące sposobu przeprowadzenia lekcji bądź przygotowanych przeze mnie zadań.

 

Prawda o Gran Canarii

 

Południowa część wyspy, niezależnie od pory roku stanowi istne imperium słońca. Miejscu temu obcy jest  humorzasty deszcz, dlatego też zaludniona jest ona przede wszystkim przez turystów. Spotkasz tutaj liczne hotele i towarzyszące im atrakcje, bawiące gości zza granicy.

 

 

Pracująca północ należy głównie do wyspiarzy. Upodobana przez kaprysy pogody, sprowadza czasem ciepły deszcz. Dniem i nocą, latem, czy zimą Gran Canaria  tętni życiem,    a jej mieszkańcy z charakterystyczną dla siebie radością       i wdzięcznością, doceniają wszystko co posiadają. Nazywając przy tym wyspę, z dozą pewnego egoizmu          i wypisanej na twarzy dumy, kontynentem wiecznej wiosny.

 

IMG_1966

                 

 

 

                            IMG_1973

Las Palmas

 

 

 

 

 

IMG_1955

        Dzielnica Las Canteras w Las Palmas

 

     Wycieczki - czyli coś, co tygryski lubią najbardziej! Podczas asystentury językowej miałam możliwość zbadania najróżniejszych zakątków wyspy z mikroskopijną dokładnością. Czasami poleconych przez znajomych wyspiarzy, lub odkrytych zupełnie przypadkowo. Moja stopa stanęła kilka razy na Teneryfie, w Madrycie i Sewilli. Jeśli mowa o wycieczkach, należy wspomnieć o wyjazdach  szkolnych, których i tym razem nie brakowało.

 

 

 

Z pamiętnika asystenta:

 

- Pogoń za półnagim trzylatkiem na szkolnym boisku;

- Resuscytacja żółwia, który wypadł przez okno z I piętra, podobno podziwiał widoki;

- Trzylatki wzburzające rękoma fale w urządzeniu sanitarnym, jakim jest toaleta;

- Zniewolona tłumem przedszkolaków leżę na ziemi; brak perspektyw na powstanie, brak możliwości zaczerpnięcia oddechu;

- Niecodzienny, kilkudniowy makijaż w wykonaniu przedszkolaków;

- Otoczona bezpośrednim okazywaniem radości i uczuć pierwszaków tracę ubiór dzienny, jakim jest biała sukienka;

-  Święto Wysp Kanaryjskich, tradycyjne przebranie regionalne, ląduję pod ławką – pośpiech nie jest wskazany;

- Wiaderko na głowie przedszkolaka, jak je ściągnąć?

- Klasa III przeprowadza wywiad, pytanie:” Justyna, jakiego mydła używasz, na co dzień?”

- Z przedszkolakami w sali komputerowej, oj… ;

- Światowy Dzień Zwierząt, dzieci przyniosły swoje zwierzątka, lekcja j. francuskiego – za każdym razem, gdy usiłuję   przemówić na forum klasy, papugi zaczynają przeraźliwie skrzeczeć ( naprawdę jest aż tak źle z barwą mojego głosu?). Hałas słychać w całej szkole, zaniepokojeni nauczyciele sprawdzają czy wszystko w porządku;

- Zakuta w kajdany w Urzędzie Imigracyjnym. Strach w oczach, dusza na ramieniu, nic nie rozumiem. Po chwili młody funkcjonariusz zaczyna się śmiać. Oznajmia, że to tylko żart, ale nie ma kluczyka i nie może mnie uwolnić… 

- Popołudniowy spacer. Zaczepiona przez turystów z Niemiec, tłumaczę, iż z całą pewnością nie jestem Rosyjską baletnicą.

- Ciocia Zdzisia przylatuje do Las Palmas. Łóżko jest za małe,  by mogły na nim spać dwie osoby. Dmucham materac.     

 

Karnawał!!!

 

 

 

IMG_1189

 

         Cała wyspa rozśpiewana       i roztańczona, królujące całą noc latynoskie rytmy, barwne przebrania bawiące mieszkańców, figlarne postacie na platformach.  Karnawał trwający już sama nie wiem ile…pokazy fajerwerków, liczne koncerty, przedstawienia,  parady niczym sen o Rio de Janeiro, co tydzień w innym mieście. Przebranie konieczne, by się nie wyróżniać z tłumu. Aniołki, diabełki, królewny, piraci, pełne pole do popisu dziecięcej fantazji, wszystko dozwolone. Wiek, płeć, zawód, pochodzenie nie grają żadnej roli. Każda okazja jest dobra do wyśmienitej zabawy.

     Nie ma tygodnia wolnego od fiesty, w której nie uczestniczyłaby społeczność miejska. Zaciekawieni turyści,           w iście szampańskim humorze, wcielają się w rolę fotoreporterów. Gwiazdy światowej estrady, hiszpański dwór salsy, oraz zmienione nie do poznania dekoracjami Las Palmas, staje w konkurencji z sąsiednią wyspą Teneryfą. Nie ma miejsca na nudę, smutki, czy rozterki… Wyśmienite potrawy hiszpańskie, specjały kanaryjskie i ten niesamowity zapach przyciągający podświadomie, spragnionych nowości smakowych, nie tylko wczasowiczów. Przepiękna aura, rozciągające się u wybrzeży wyspy plaże i popularne kluby salsy z dyskotekami latynoskimi, trwającymi kilka dni. Osobiście zapisałam się do jednego z nich (www.clubdesalsa.com).

 

 

IMG_1206

     IMG_1250

 

 

 

Kwintesencja kultury kanaryjskiej

 

              Moje wyobrażenia i wiedza na temat kraju goszczącego nie odbiegały zbytnio od rzeczywistości. Atutem Hiszpanów jest tolerancja wobec innych narodów, ale z wytyczonymi przez nich samych granicami. Na Gran Canarii, gdzie odbyłam asystenturę językową żyje wielu imigrantów, głównie z Afryki, Azji i Europy. Ta mieszanka kultur i religii nie powoduje większych konfliktów. Mimo wszystko rdzenni mieszkańcy wyspy nie nawiązują z nimi bliższych kontaktów, zachowując odpowiedni dystans, który jest w pełni zrozumiałym zachowaniem. Często do brzegu wyspy dobijają statki na pokładzie, których znajdują się wyczerpani podróżą i schorowani imigranci z Afryki. Władze zapewniają potrzebującym pomoc medyczną oraz prowiant, a następnie w wielu przypadkach odsyłają ich do krajów rodzinnych. Z podobnym problemem boryka się sąsiednia wyspa Teneryfa. W dobie tak licznych imigracji i różnorodności kulturowej, osoby piastujące stanowiska urzędowe nie posługują się językami obcymi, ponieważ ich nie znają.  W niektórych przypadkach wręcz przeciwnie, posiadają takowe umiejętności, lecz ich nie wykorzystują. Sytuacja w naszym kraju niestety niewiele się różni od wyżej opisanej. Hiszpanie niechętnie uczą się języków obcych tłumacząc ten fakt, że przychodzi im to z trudem. Pytania odnośnie położenia geograficznego Polski, języka, klimatu itp. nie były rzadkim zjawiskiem. Świadczy to                o zainteresowaniu innymi państwami, ale i o  niewielkiej wiedzy na temat krajów europejskich. Zdarzało się, że niektórzy po raz pierwszy spotykali się z nazwą naszego państwa. Oczywiście nie jest to zjawiskiem tendencyjnym. Miałam możliwość rozmowy z ludźmi znającymi w różnym stopniu historię oraz kulturę Polski. Gorzkie doświadczenia wojny domowej oraz dyktatorskich rządów generała Franco, o których Hiszpanie często wspominają, mają duży wpływ na dzisiejsze decyzje polityczne a także ich ocenę. To naród   współczujący Polsce oraz innym państwom dotkniętym II Wojną Światową  i komunizmem. Mimo wszystko w porównaniu z innymi nacjami, siebie stawiają w najkorzystniejszym świetle,   a przy ocenie pozostałych nie szczędzą krytyki. Zgodzę się z faktem, że mieszkańcy Hiszpanii są pogodni i radośni. Jak sami twierdzą jest to wynik szerokości geograficznej, w której żyją i zarazem wspaniałego klimatu. Potrafią w pełni korzystać z życia, doceniają wartość rodziny oraz własne osiągnięcia. Raczej nie narzekają, świętują przy każdej okazji. Urzekł mnie entuzjazm i energia drzemiąca w mieszkańcach Gran Canarii, jak również umiejętność zachowania dystansu do pracy i innych spraw drugorzędnych. Stale aktywni, ale bez pośpiechu. Zachwycił mnie folklor Wysp Kanaryjskich. Różnorodność tańców, barwne stroje oraz melodyjne, nierzadko dowcipne pieśni. Mieszkańców wyspy cechuje świadoma oszczędność wody. Postawę tę zrodziły problemy z jej dostawą i odprowadzaniem, spowodowane niewielkimi opadami deszczu. Ponadto należy docenić doświadczenie  i różnorodność technologii związanych z odsalaniem wody morskiej. Wyspa posiada wysoki potencjał naturalnego wytwarzania energii elektrycznej ze źródeł odnawialnych, takich jak wiatr czy promienie słoneczne. Pozytywne wrażenie wywiera również kultura recyclingu i wtórnego wykorzystania odpadów miejskich.

 

 

 

Nie mogę przecież wprost przyznać, że Hiszpanie naród, choć niski, silnie wpływający na gust estetyczny, w wolnych chwilach absorbował mą uwagę bez reszty ;)

 

 

 

      Nadszedł czas, by się rozstać…. W dniu 31 maja uczniowie wraz z gronem pedagogicznym przygotowali uroczyste pożegnanie, na którym obecni byli wszyscy pracownicy szkoły. Skandowane moje imię na tle braw i przeogromnych transparentów z urzekającymi słowami, wyrażającymi radosne podziękowanie, dały dowód szczerego uczucia sympatii         i przywiązania. Łzy i żal wzburzony koniecznością rozstania głęboko zapisały się w mej pamięci. Domyślam się jedynie słów zdławionych płaczem, które nie wyszły poza granicę dziecięcych serc i myśli. Wiersze, pieśni, drobne upominki, laurki i listy. Wymiana adresów. Ostatnie uściski, ostatnie spojrzenia, ostatnie „Adiós!”…”Do wiedzenia!”.

     

       Tym razem wyszłam na dłuższą chwileczkę. Starsza o jeden rok, bogatsza w doświadczenia, wewnętrznie spełniona, snująca ciche marzenia o powrocie w miejsce, gdzie dobroć człowiecza tyle mnie nauczyła. Nie za dzień, być może nie za dwa, ale kiedyś wrócę…

 

 

Pozdrawiam serdecznie,

 

Justyna Swedura

justyna-swedura@wp.pl

Sekcja francuska

 

 

P.S. Czy warto? Bez dwóch zdań – TAK!

       Czego się obawiać? – Utraty puszki z szynką na lotnisku;)