Saluti dalla solare Italia!
Nazywam się Anna Świebodzińska i w zeszłym roku wyjechałam na asystenturę językową w ramach programu Sokrates Comenius. Warunkami, które trzeba było spełnić, aby móc wziąć w niej udział było ukończenie 2 lat studiów w NKJO lub na wydziale neofilologicznym, uzyskanie zadowalających wyników w nauce oraz wypełnienie odpowiednich dokumentów.
Jednym
z krajów, które wybrałam była słoneczna
Italia i tam właśnie zostałam zaproszona. Moja włoska opiekunka, Liviana,
zatroszczyła się przed moim przyjazdem o odpowiednie zakwaterowanie.
Wynajmowałam mieszkanie w małym, nadmorskim miasteczku Diano Marina, (przy czym
muszę dodać, że wszyscy asystenci otrzymywali stypendium, które obejmowało
koszty podróży i utrzymania przez cały pobyt, czyli od 3 do 8 miesięcy).
Region, w którym znajdowała się szkoła nazywa się Liguria i rozciąga się od
Genui, aż do San Remo, nieopodal granicy z Francją, Nicei, Monte Carlo i
Monako. Ta część Włoch jest niezwykle malownicza, ze względu na wzgórza
porośnięte drzewami oliwkowymi i drzewa pomarańczowe, mandarynki oraz
grejpfruty rosnące na ulicach. Wybrzeże nazywane jest zaś Riwiera dei Fiori, Kwiatowym Wybrzeżem, i
jest jednym z największym eksporterów kwiatów do Europy, w San Remo
organizowana jest nawet parada, na której wszystkie prezentowane rzeźby
zbudowane są z kwiatów.
Tym co może urzec we Włoszech, jest również architektura. Włosi mieszkają zazwyczaj w pastelowych domach (głównie pomarańczowych i w odcieniu słonecznej żółci), obowiązkowo z brązowymi lub zielonymi okiennicami, chroniącymi przed słońcem.
Ale najpiękniejsze są kościoły pełne rzeźb i obrazów. Bardzo spodobały mi się w nich dwie rzeczy: księgi pamiątkowe oraz to, że zapala się świece za bliskich. Prawdziwą perełką jest Il Duomo we Florencji, ogromna, zapierająca dech w piersiach bazylika. We Florencji zresztą odbyło się spotkanie asystentów z całego kraju i bardzo rozśmieszyła mnie Słowaczka, która podeszła do grupy Polek z radosnym okrzykiem: „Ooo, Polaczki. Polska muzyka bardzo piękna!” i zaczęła nucić „Sokoły”.

Moim miejscem pracy było technikum (wiem, że to brzmi trochę przerażająco, ale aż tak źle nie było). Zakres obowiązków-szeroki. Po pierwsze uczyłam angielskiego, po drugie pomagałam słabszym uczniom, po trzecie osobom zdającym egzamin Trinity, po czwarte przy projekcie europejskim (polegało to głównie na sprawdzaniu tego, co uczniowie napisali). Prowadziłam też konwersacje w technikum wieczorowym oraz wraz z uczniami przygotowałam wystawę na Dzień Europy. Pracy nie było mało, ale nie mogła przekraczać ona 12-14 godzin tygodniowo. Zresztą nie mogę narzekać na szkołę, bo mogłam korzystać z Internetu i ksero do woli, a na koniec dostałam prezent w postaci 5-dniowej wycieczki do Londynu z moją opiekunką i dwoma trzecimi klasami. Liviana zresztą załatwiła mi udzielanie korepetycji (za rewelacyjne pieniądze) przemiłej Włoszce. Bardzo polubiłam swoją uczennicę i jej mamę, która zawsze częstowała mnie kawą i ciasteczkami oraz ich 10 piesków ( z tego co pamiętam były też koty, rybki, papużki i żółw).
Kolejną fantastyczną rzeczą we Włoszech jest kuchnia - ten, kto nie spróbował ich pizzy, pasty, kawy i wina, nie wie, co traci. Obżarstwo mile widziane-obiady dla gości, które odbywają się zwykle pomiędzy 18 a 19 to prawdziwe uczty z co najmniej 3-4 dań, serów, surówek, owoców i deseru. Komplementem dla gospodarzy jest gdy goście po jedzeniu wycierają talerz do czysta kawałkiem pieczywa i w dobrym zwyczaju leży spróbowanie każdej z potraw (jeśli nie chce się nikogo obrazić).
Chyba wystarczająco zareklamowałam Wam Włochy i asystenturę. Nie będę oszukiwać, że zawsze było mi tam łatwo. Okropnie tęskniłam za domem. Ale warto spróbować choćby po to, żeby coś zobaczyć i przeżyć (zwłaszcza kompletnie za darmo). W końcu do odważnych świat należy. PozdrawiamJJJ
Anna
Świebodzińska